Muzyka islandzka z Björk

Mój poprzedni post “Muzyka islandzka bez Björk”  spotkał się z dużym zainteresowaniem (dzień dobry, jestem post. cześć, a ja zainteresowanie) i trafił nawet do audycji w radiu Konin. Chciałam w tym wpisie zebrać kilka ciekawych islandzkich wykonawców, żeby pokazać, jak dużo mieści się w worku “muzyka islandzka”. Koncert, który odbył się kilka dni temu w Harpie przypomniał mi, że to od Björk rozpoczęła się moja przygoda z Islandią. Przyjaźń z osobą, która otworzyła mi drzwi mojego pierwszego mieszkania w Reykjaviku zaczęła się dawno temu rozmową na gadu-gadu o  “Medúlli” . Nie mogłam jej pominąć w drugim zestawieniu, ale żeby tradycji stało się zadość, to nie wspomnę o Sigur Rós.

Björk

Tej Pani przedstawiać nie trzeba, ale moim zdaniem pobyt na Islandii jest kluczem do zrozumienia w pełni jej twórczości. Pamiętam, że kiedy ją odkryłam, nie mogłam się nadziwić, skąd ona bierze pomysły na teksty, stroje, teledyski. Dużo było we mnie dziwnych, powykręcanych myśli, a mało potwierdzenia z zewnątrz, że jest to jak najbardziej w porządku. Bjork była pięknie dziwna i tym przyciągała najsilniej. Na Islandii wszystko stało się dla mnie jasne. Bjork jest przesiąknięta swoim krajem do kości. Jedyne, co ją wyróżnia to uroda (też myśleliście, że tak właśnie wyglądają Islandczycy?). Jej stroje naprawdę nie odróżniają się bardzo od tego, co normalne Islandki noszą na co dzień (cekiny!). W teledyskach pełno jest lawy, wrzącej wody i ognia, czyli wszystkiego czym jest ziemia, na której się wychowała. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jeziorko w centrum Reykjaviku, przy którym Brzózka często przesiaduje, w głowie od razu zaświeciło “to tutaj wymyśliła łabędzi strój!”. Na Islandii zaczęłam odkrywać jej muzykę na nowo i bawić się w odszukiwanie islandzkich powiązań. Ten teledysk jest dla mnie kwintesencją jej islandzkości.

I shuffle around the tectonic plates in my chest

Páll Óskar

Może to niektórych zdziwi, ale Björk nie jest na Islandii wielką gwiazdą. Niektórzy dowiadują się o jej sławie dopiero, kiedy pojadą za granicę i każdy ich pyta, czy ją znają. Prawdziwą divą islandzkiej muzyki jest balansujący na granicy kiczu Páll Óskar.

John Grant

Ten Pan przyleciał z Hameryki, ale jego twórczość jest mocno związana z Islandią, a poza tym kocham go miłością ogromną, a ten post mimo że o muzyce, to tez o kochaniu. Swoją drugą płytę John nagrywał w Reykjaviku prze współpracy z islandzkimi artystami. Jest kochany w tym kraju, a na jego koncerty ciężko się w ogóle dostać. W tej piosence swojego głosu użyczyła Sinéad O’Connor.

Low Roar

Jak już udało mi się niepostrzeżenie wcisnąć jednego Amerykanina (sssss), to sparuję do z jego krajanem, któremu również dobrze zrobiła przeprowadzka na Islandię. Niedawno gościł w Polsce, a jego najnowszy teledysk jest dziełem Polaków. Tych połączeń między naszymi krajami jest więcej niż Wam się wydaje. Teledysk obejrzycie koniecznie, bo jest żenial!

Ólöf Arnalds 

Z ploteczek mogę Wam powiedzieć, że jest to przyjaciółka Björk, która lubi imprezować i ma dużo dziurawych ubrań. Ale jest przeurocza i słucham jej często mimo, że sugeruje mi, aby nie jechała do Stanów.

Ásgeir

Od rana słucham tej piosenki. Słońce świeci mocno, a te dźwięki dodają wykrzyknik do wiadomości o dobrym weekendzie. O talencie tego Pana świadczy również jego wykonanie “Wrecking Ball”.

Prinspóló

Ostatnio głośno u nas o miłości Islandczyków do polskich wafelków. Gunnar zwiedza Polskę, blogery pieką serniki. Nic w tej historii nie jest przesadzone, a dowodem na to jest fakt, że Islandczyk nazywa tak zespół.

Pascal Pinion

Wspominałam ostatnio o Samaris. Jedna z wokalistek tego zespołu podśpiewuje sobie z na boku z siostrą i całkiem ładnie im to wychodzi. Facebook mi powiedział, że mają być w Polsce na festiwalu Halfway w Białymstoku, ale z tego samego źródła wiem, że organizatorzy mają jakieś problemy i nie wiadomo, czy koncerty się w ogóle odbędą.

Emiliana Torrini

Być może znacie jej muzykę, ale nie wiecie, że wykonuje ją Islandka. Emiliana zaśpiewała piosenkę “Gollum’s Song” z Władcy Pierścieni oraz jest autorką numeru, który pojawił się w kilku spotach reklamowych. Warto ją śledzić na Facebooku, bo często wrzuca fajne zdjęcia z Islandii.

Mammút

Na koniec zespół, którego nie kojarzyłam wcześniej, ale warto się z nim zapoznać, gdyż w tym roku zgarnął dwie nagrody – za najlepszy utwór oraz za płytę roku. Przedstawiam Was sobie:

Mam nadzieję, że ta dawka muzyki nastroi Was przed weekendem i będziecie fałszować po barach islandzkie kawałki. Udanego!

Wywczas na Islandii

podroz_IslandiaIslandia staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem, a wnioskuję to po ilości pytań, które dostaję od znajomych i czytelników. Zebrałam to w całość i przedstawiam Wam kilka porad dotyczących wycieczki na Islandię. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, to zapraszam do komentarzy, bo wtedy będzie to widocznie również dla pozostałych. Oczywiście pewne rzeczy zmieniają się, jeśli chodzi o okoliczności. Ceny, pogoda i dostępność tras są różne zimą i latem. Większość osób wybiera się na wyspę w sezonie wakacyjnym, więc moje porady dotyczą ok. 2 tygodniowej wycieczki w sezonie letnim (maj-sierpień). Jeśli ktoś wybierze się zimą, musi być przygotowanym, że w niektóre miejsca po prostu nie dojedzie (takie sytuacje zdarzają się jeszcze w kwietniu). Więcej informacji o pogodzie znajdziecie tutaj.

Ile to kosztuje?

Mediafun zrobił fajną rozpiskę kosztów jego wyprawy. Wszystko jednak zależy od tego, w jaki sposób chcemy podróżować. Jeśli zdecydujemy się na wjazd w głąb wyspy (co Maciek słusznie poleca), to potrzebujemy samochodu z napędem na cztery koła, a to znacznie zawyża koszt całej eskapady. Wszystko zależy do nas, ale moim zdaniem rozmowę z Islandią można zacząć od 3 tysięcy na osobę, przyjmując, że nie jest to samotna wycieczka. Przy dwóch osobach też trzeba bardzo oszczędzać. Najdroższe jest wypożyczenie samochodu, więc im więcej osób ma się na niego złożyć, tym lepiej. Zawsze można poszukać dodatkowego towarzysza podróży na grupach np. Away from home. Istotny jest również czas na jaki go wypożyczamy. Islandię można objechać dookoła w 2-3 dni, ale ja polecam opcję 6-7 dni. Wtedy można na spokojnie zobaczyć większość atrakcji.

Podaję Wam, ile kosztowała mnie tygodniowa wycieczka w lipcu.

Samochód/całość – 1600 zł

Paliwo/całość – (nie powiem Wam dokładnie, ile przejechałam kilometrów, ale objechaliśmy całą wyspę, zbaczając po drodze na kilka półwyspów i wylewając trochę paliwa do wora:))) – 800 zł.

Jedzenie/osobę – 250 zł. Zakupy robimy w Bonusie (logo ze świnką). Jedzenie nie wychodzi bardzo drogo, więc nie ma potrzeby brać ze sobą konserw z Polski. Lepiej zaoszczędzić, lecąc tylko z bagażem podręcznym.

Przyjmując, ze upolowaliście bilety w okolicach tysiąca (jak to zrobić?), to nawet przy dwóch osobach zmieścicie się w tych 3 tysiącach.

Nocleg

Nocleg to chyba najdroższa sprawa. Islandia jest malutka, a turystów z roku na rok coraz więcej. W niektórych miasteczkach są tylko 2-3 hotele. Sprawdzałam ceny na ten sezon i średnio wychodzi ok. 300 zł za dwuosobowy pokój, więc śpiąc w hotelach musimy doliczyć tysiąc złotych na osobę. Ilość miejsc jest ograniczona, więc trzeba dokonywać rezerwacji dużo wcześniej. Na liczcie, że pomoże Wam couchsurfing, gdyż w małych miejscowościach ciężko jest znaleźć chętnych, a i w samym Reykjaviku nie jest to takie proste, gdyż Islandczycy niechętnie wpuszczają do swoich domów. Jeśli już szukasz noclegu w stolicy, to pisz głównie do mieszkających tam obcokrajowców. Dobrze sprawdzają się też booking.com i airbnb, ale to chyba jak wszędzie.

Przy niskim budżecie jest to coś, z czego musicie zrezygnować. Nie jest to jakiś wielki problem, gdyż w lecie jest naprawdę wystarczająco ciepło, aby spać w namiocie. Tylko błagam weźcie namiot, który nie ma na dole wywietrzników, bo będziecie je musieli izolować paczkami naczosów (true story). Na Islandii można się rozbić właściwie wszędzie. Jest to ogromny luksus, bo ze względu na to, że jest jasno, to podróżujesz i zwiedzasz, do której masz siły, a jak już postanawiasz, że chcesz iść spać, to po prostu zatrzymujesz samochód się i się rozbijasz.

Transport2013-07-14 17.40.03

Najtańszą opcją jest podróżowanie na stopa. Ja próbowałam tylko raz i nie wyszło, ale podobno stałam w bardzo złym miejscu. Znajomi twierdzą, że Islandia jest idealnym krajem do podróżowania na kciuka. Na pewno nie grozi Wam tam żadne niebezpieczeństwo, więc można bez obaw wsiadać do samochodu. Jednak to własny transport daje nam największą wolność i wolałabym zrezygnować z noclegów niż z samochodu. Na Islandii jest wiele zakamarków, ukrytych miejsc i basenów, a nie zawsze są one na liście naszych kierowców. Najtańsze wypożyczalnie samochodów to Sadcars, Compare i prowadzona przez Polaków – Panther. Ja najbardziej polecam skorzystanie ze strony Carrenters, przez którą swoje auta wypożyczają prywatne osoby. Można znaleźć auto za dużą niższą kwotę (o 100-200 zł/dzień) a już na pewno większe i wygodniejsze w tej samej cenie, co w wypożyczalni. Transakcja odbywa się za pośrednictwem portalu, więc jest to całkowicie bezpieczne. Korzystałam i nie było żadnych problemów.

 Dodatkowe opłaty

Na Islandii nie ma opłat za większość atrakcji, gdyż jedziemy tam obcować z naturą, a nie zwiedzać muzea. Podobno mają wprowadzać opłaty za wejście na najbardziej popularne tereny, ale na razie większość piękności jest za darmo. Odradzam wydawania pieniędzy na wycieczki typu oglądanie zorzy czy rejs z wielorybami. Drogie to strasznie, a i nie wiadomo, czy Wam się poszczęści.

W Reykjaviku można się przejść na pchli targ (czynne w weekendy) i spróbować za grosze islandzkich specyfików: rekina czy suszonej ryby. Wejścia do większości klubów są darmowe, a piwo kosztuje ok. 25 zł (to już lepiej sobie kupić wódkę na lotnisku). Tradycyjny islandzki sweter można upolować taniej w sklepie Czerwonego Krzyża (na głównej ulicy Reykjaviku) albo na wspomnianym pchlim targu.

Aha, i WSZĘDZIE można płacić kartą. Nie ma potrzeby wymieniania wcześniej złotówek na korony, które nie wszędzie można w Polsce kupić.

Trasa

Nie musicie zabierać ze sobą mapy z Polski, bo lepiej sprawdzają się mapki poszczególnych terenów, które dostaniecie w każdym centrum informacji. Zresztą na Islandii bardzo ciężko się zgubić samochodem. Ustalając trasę tygodniowej wycieczki, raczej pomijamy Fiordy Zachodnie i interior, więc poruszamy się tylko drogą nr 1. Jest mnóstwo miejsc, które warto zobaczyć i polecam zbaczać z głównej drogi, nawet w słabo oznaczone dróżki, bo można tam znaleźć coś fajnego. Kilka z tych miejsc opisałam na blogu. Jedziemy z Reykjaviku na południe:

1. Złoty Krąg – gezjery i wodospady.

2. Gorąca rzeka w Hveragerði.

3. Jeden z najpiękniejszych wodospadów – Seljalandfoss.

4. Ukryty basen przy drodze nr 242 (tych basenów szukajcie wszędzie, bo jest ich sporo na Islandii – pytajcie miejscowych)

5. Plaża Vik, na której Bjork kręciła teledysk do “Who is it?”.

6. Laguna Jökulsárlón i cały Park Narodowy Skatefell.

7. Fiordy Wschodnie to dużo małych, portowych miasteczek, ale najpiękniejszy na wschodzie jest dla mnie odcinek drogi dojazdowej do Seyðisfjörður. Zróbcie to dla mnie i nie omijajcie tej trasy!IMG_8562

IMG_8570

droga_islandia

8. Północ to drugie największe miasto – Akureyri oraz jezioro Mývatn i jaskinie “Gry o tron”.

9. Jest tam też więcej półwyspów, na które warto zajechać, chociażby po to, żeby zobaczyć foczki. Tylko najlepiej zapytać się kogoś wcześniej, jaka jest tam droga, bo na Vatnsnes prawie rozwaliłam auto (dziura na dziurze).

10. Potem są Fiordy Zachodnie – najbardziej dzikie miejsce na Islandii. Mało turystów tam zagląda.

11. Wracając do Reykjaviku, można jeszcze zahaczyć o półwysep Snaefellsnes.

To taka skrócona lista, bo jest jeszcze mnóstwo wodospadów, wiosek, pustkowi, które mogłabym polecać, ale myślę, że po drodze na nie wpadniecie. Przy drogach często są jakieś niepozorne znaki i warto sprawdzać, do czego one prowadzą. Najważniejszą poradę zostawiłam na koniec: podroz_islandia

Sernik po islandzku

W piątek postanowiłam upiec sernik, który Islandczyk Gunnar pichcił niedawno w Dzień Dobry TVN (Edit: a potem się okazało, że pożyczył go od Pauli). Podaję Wam tutaj moją wersję przepisu, bo na ich stronie jest bardzo pobieżnie wyjaśnione, jak to ciasto zrobić, a to ma być przepis dla takich jak ja, co to muszą mieć od A do Z. Cała Polska już huczy o tym, że na Islandii kochają Prince Polo, więc jest ono podstawowym składnikiem tego wypieku. Powinien nim być również skyr – tradycyjny islandzki serek, ale my musimy szukać polskiego zamiennika. price_polo_sernik
Składniki:
Biszkopt: 4 średnie wafelki Prince Polo, 4 jajka, 3/4 mąki pszennej, 3 łyżki mąki ziemniaczanej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, pół szklanki cukru.
Masa serowa: 350 ml śmietanki 36%, 1 serek homogenizowany, 250 g serka naturalnego, 1 laska wanilii (cukier waniliowy), 1/3 szklanki cukru, 2-3 łyżki żelatyny.
Galaretka: 5 łyżeczek kawy rozpuszczalnej, 2 szklanki wody, 1/4 szklanki cukru, 2-3 łyżeczki żelatyny.

Zanim przystąpimy do pieczenia prosimy o pomoc Mamę, która pomoże uniknąć katastrofy w kuchni. Następnie przechodzimy do przygotowania biszkoptu.

Bierzemy 4 jaja. Oddzielamy białe od żółtego (powiedzcie, że też Wam to sprawia jakąś dziwną przyjemność!). Białka bijemy na pianę, puszystą oczywiście. W międzyczasie dodajemy cukier, a jak już się białe ubije, to żółtka i mąkę z proszkiem do pieczenia. Wafelki kroimy na kawałeczki, trochę podjadając. Wsypujemy do ciasta i całość przelewamy do tortownicy. Nagrzewamy piekarnik do 170 stopni i pieczemy ok. 4o minut. Robimy zdjęcie, na którym nasza masa wygląda jak bigos i dochodzimy do wniosku, że fotografowanie jedzenia jest trudniejsze niż samo jego przyrządzanie.

sernik_islandzki_prince_polo

Zostawiamy tę myśl, gdyż musimy zająć się masą sernikową. Ubijamy śmietanę razem z mieszanką serka homo i naturalnego. Robiłam to na oko, ale ma być mniej więcej tyle sera, ile śmietany. Dodajemy cukier i wanilię. Na koniec żelatynka, żeby nam sernik zmężał. 2-3 łyżeczki zalewamy zimną wodą, podgrzewamy (tylko tak, żeby się nie zagotowała). Jak nam trochę ostygnie, to dodajemy do reszty. Masę wlewamy na biszkopt i już mamy dwa piętra ciasta. Ostatni level przed nami.

Na początku wydawało mi się, że kawa nie pasuje do tego zestawu, ale jej gorzki smak zrównoważył słodkość spodu. Dlatego jeśli macie zamiar ją zastąpić czymś innym, to polecam najpierw sprawdzić, jak to smakuje. Dobra, nie rozgadujemy się, tylko gotujemy pół szklanki wody w rondelku i rozpuszczamy w niej cukier. Kawę zalewamy gorącą wodą (1 i pół szklanki). Żelatynę rozpuszczamy w łyżce zimnej wody i odstawiamy na minutkę, dwie. Łączymy kawę, syrop cukrowy, żelatynę i mieszamy aż się rozpuści. Jak galaretka zacznie powoli tężeć, to wlewamy ją na zastygnięty ser (dużo czekania i stygnięcia przy tym cieście!). Efekt końcowy wygląda tak:

sernik_islandzki

Kompozycja tła nie jest przypadkowa. Biały wieszak ma podkreślać puszystość sera.

Żeby ciasto wyszło po islandzku, polecam słuchać muzyki, która kojarzy Wam się z wyspą. Ja wybieram “Domowe Melodie”, bo to zespół, który przypomina mi podróżowanie po Islandii. Pierwszy raz na żywo zobaczyłam ich właśnie tam i chyba już każdy koncert będzie przypominał mi występy w islandzkich kawiarenkach. Jeśli ktoś ich jeszcze nie zna, to polecam z całego serca. Nakarmcie swoich bliskich pysznym ciastem i dobrą muzyką!

Choć czasem nie jest lekko
I bolą stopy bose
Nie wiem, co będzie ze mną
Bo nie chcę już z powrotem

Złoty Krąg

Na wyprawę dookoła Islandii potrzebne jest co najmniej kilka dni. Niektórzy wpadają na wyspę tylko na chwilę i nie mają możliwości wybrać się w taką podróż. Dlatego najbardziej popularną trasą wśród turystów jest tzw. Złoty Krąg. Wycieczka ta zajmuje jeden dzień i zawiera pakiet islandzkich atrakcji. To był mój dziewiczy wypad poza Reykjavik i pamiętam doskonale ten pierwszy łyk islandzkiej natury. Najpierw przeżyłam szok wynikający z tego, że przez pół godziny nie minął nas żaden samochód, a potem siedziałam zapatrzona w krajobrazy za oknem. Są główne atrakcje przy których się zatrzymujesz, ale tak naprawdę wszędzie jest coś do podziwiania. Dlatego tak ciężko jest prowadzić samochód, podróżują po Islandii, bo zamiast obserwować drogę, rozglądasz się na boki.

2013-07-12 12.04.49

Przy islandzkich drogach często można zobaczyć takie kopczyki z kamieni, które niektórzy turyści uważają za mieszkania trolli. Służą one do oznakowania miejsc i wytyczania szlaków. kopczyk kamienny przy islandzkiej drodze

Moim ulubiony miejscem na tej trasie jest Þingvellir. Jest to obszar, który ma duże znaczenie historyczne, gdyż w tym miejscu odbywały się zebrania islandzkiego parlamentu. Jednak dla mnie o magii tego miejsca świadczy to, że stykają się tam ze sobą płyty tektoniczne – amerykańska z europejską. Łańcuchy górskie, które powstają w wyniku ruchu kontynentów można zobaczyć tylko w kilku miejscach na ziemi. Te płyty stale się od siebie oddalają, więc w bardzo dalekiej przyszłości Islandia może podzielić się na dwie mniejsze wyspy.

Jest taki film (nie pamiętam tytułu, bo generalnie był kiepski), w którym zakochany w chorej dziewczynie chłopak spełnia jej marzenia. Jednym z nich było znalezienie się w dwóch miejscach jednocześnie. On zawozi ją na granicę dwóch stanów, ale na Islandii można ten romantyczny wyczyn przebić o granicę dwóch kontynentów. To do tych, którzy wybierają Islandię jako miejsce swojej podróży poślubnej (a wiem, że tacy są).

Þingvellir Islandia

Spacerek na styku płyt tektonicznych

Þingvellir

Kolejnym przystankiem jest Geysir – pole geotermalne z jednym z najbardziej znanych gejzerów na świecie, od którego nazwę wzięły wszystkie inne tego typu źródła. Prawdziwy geologiczny celebryta. Tutaj możecie na żywo podpatrywać wybuch gejzeru oraz inne islandzkie cuda natury. Ja zaczynam dzień od sprawdzenia, co się dzieje w moim ukochanym miejscy w Reykjaviku – na zamarzniętym jeziorku. 

Geysir-Islandiapole-geotermalne-IslandiaMały-gezjer-IslandiaPole-Geysir

W otoczeniu dymiącej ziemi i tryskającej wody można urządzić sobie piknik. Nawet w tak oblężonym turystycznie miejscu znajdzie się jakiś wolny stoliczek piknik-Islandia

Albo ławeczka…

IMG_4885To jest miejsce, które łatwo przegapić na tej trasie. Nie jest często wspominane w przewodnikach. To Kerið – jezioro, które powstało w kraterze wygasłego wulkanu. Kerið-krater

Czasami organizowane są tutaj koncerty!

Perłą w koronie jest wodospad Gullfoss, chociaż wydaje mi się, że jest on ciekawszy zimą, kiedy wodne kaskady zamarzają w powietrzu.

wodospad-Gullfoss

Bardzo miło wspominam tę wycieczkę, bo to był dzień, w którym zakochałam się w Islandii. 
Gullfoss

Nie umiem układać puzzli

Nic mi się nie składa ostatnio w całość. Myśli rozbiegają się w małe i ciemne uliczki, a jak przez przypadek na siebie wpadną, to wyciągają kije bejsbolowe. Niektóre wędrują tajnymi tunelami na Islandię i przysiadają w różnych dziwnych miejscach. Do szczęścia nie potrzebne im piękne widoki. Szukają pierdół, które mówią. Zaczepiają przechodniów i pytają: “którędy do tej kawiarni, w której jadała Karina?”. Są odległe i samodzielne. Powoli zaczynają się ode mnie odrywać i żyć moim życiem. A ja piszę i kasuję, piszę i kasuję. Wszystko wydaje mi się zbyt mało istotne, aby pokazać to światu. Robię więc rentgen swoich myśli i przesyłam Wam do opisu. Niech ktoś postawi prawidłową diagnozę.

2013-03-06 16.21.022013-06-29 17.26.292013-03-13 11.55.522013-06-30 18.36.342013-04-22 20.06.442013-05-07 11.06.432013-05-07 11.09.48 2013-07-07 02.11.012013-07-07 17.01.49 2013-07-14 00.49.492013-10-14 15.54.522013-07-10 14.04.532013-07-16 15.42.292013-03-19 13.47.502013-04-07 09.58.42

Islandia uczy pogody

599799_10200915240390272_1966933119_n

Gra w ciepło/zimno

Pogoda na Islandii jest przede wszystkim zmienna i nieprzewidywalna. Mem powyżej powstał rok temu, kiedy przyjechałam na Wielkanoc do Polski i jest najlepszym dowodem na to, że można się spodziewać wszystkiego. Pogoda zmienia się diametralnie czasami z godziny na godzinę, dlatego sprawdzenie prognozy na kilka dni w przód nie ma sensu. Oczywiście, Islandia to nie Karaiby i nawet w słoneczny dzień odpada chodzenie w japonkach (chyba, że jest się Islandczykiem, bo dla nich 16 stopni to już upał), ale nie jest tam tak zimno, jak się niektórym wydaje. Lecąc na Islandię spodziewałam się wiecznych mrozów, a tymczasem było cieplej niż w Polsce. Temperatury nie spadają zazwyczaj poniżej zera, a w Reykjaviku szybko topnieje śnieg. Prawie całą zimę przechodziłam w trampkach. IMG_5913

Oczywiście wybierając się na wyprawę dookoła Islandii, nawet latem, bądź zaopatrzony we wszelakie goreteksy i inne seksowne wdzianka. Jeśli planujesz jakiś czas w Reykjaviku, to polecam wziąć sobie jeden “normalny” zestaw. Ciężko się imprezuje w wełnianych swetrach. A jeśli szkoda ci miejsca w torbie, to zawsze możesz coś taniego upolować w sklepie Czerwonego Krzyża albo na pchlim targu w porcie (czynne tylko w weekendy).

Najbardziej dokuczliwy jest wiatr. W spokojny dzień można się błogo wygrzewać w słoneczku, ale jeśli zacznie wiać, to odczuwalna temperatura od razu spada o kilka stopni. Zimą jest znacznie gorzej, bo czasami wichura jest tak silna, że ciężko jest się poruszać. Ja wypracowałam swój system przyklejania się do ścian budynków, co pozwalało mi dostać się szybciej do domu, a zarazem poczuć się jak Spiderman. Niezależnie od pory roku warto mieć ze sobą coś, co ochroni nas przed wiatrem (tak, latem też) i okulary przeciwsłoneczne (tak, zimą też).

Jasno/ciemnogrudzien

To zdjęcie zostało zrobione w grudniu, który jest uznawany za najciemniejszy miesiąc. Często spotykam się z opinią: “ja bym dostał depresji w tych wiecznych ciemnościach”. To nie jest tak, że wtedy jest ciągle ciemno. Na Islandii ZAWSZE jest słońce. Nie ma takiego dnia w roku, w którym 24 godziny na dobę jest ciemno. Oto dodatkowe dowody:

Październik

Październik

Listopad

Listopad

W grudniu dzień trwa najkrócej, czyli 3-4 godziny, ale już w styczniu tego słońca z każdym dniem jest więcej i więcej. Niektórzy sobie wyobrażają to tak, że wieczna ciemność zapada w październiku i trwa do lata. W październiku czy listopadzie jest bardzo podobnie jak w Polsce, gdzie zimą robi się ciemno już koło 16. Noce polarne najbardziej odczuwalne są rano (listopad, grudzień), kiedy słońce zaczyna wschodzić koło 10-11.

Wschód słońca o 10, listopad

Wschód słońca o 10, listopad

Nie jest to jakoś specjalnie dokuczliwe, a przynajmniej dla mnie nie było. Cieszę się, że coś takiego przeżyłam, bo miało to swój dziwny urok. Nie ma dla mnie nic bardziej relaksującego niż zanurzanie się w gorącej wodzie pod osłoną ciemności. A jak jeszcze do tego rozbłyśnie zorza polarna nad głową, to jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie da się dołować w takiej sytuacji.

grudzien basen

A poza tym jeśli są noce polarne, to potem przychodzi czas dni polarnych. I to jest dopiero czad! Człowiek czuje się naładowany energią nawet o 1 w nocy. Nie ma problemu z zasypianiem, bo zazwyczaj we wszystkich mieszkaniach i hotelach są czarne zasłony. Można zwiedzać do woli bez obawy, że zaraz się ściemni. Ciekawie wygląda też islandzka ulica w weekend, kiedy z barów o 5 czy 6 wysypują się pijani Islandczycy. Tutaj ciemność nie ukryje rozmazanego makijażu, chwiejnego kroku czy spuchniętej alkoholem twarzy. Najdłuższe dni są w czerwcu i lipcu, a wygląda to wtedy tak:

lato 2 w nocy

Lipiec, 2 w nocy

Ognisko można sobie zrobić tylko dla klimatu.

noc

W co zagrać?

Często ludzie pytają mnie, kiedy najlepiej jechać na Islandię. Wszystko zależy od budżetu i celu wyprawy. Jeśli chcesz zobaczyć zorzę polarną i nie straszny ci lekki mrozek, to proponuję początek listopada. Wtedy odbywa się w Reykjaviku Iceland Airwaves, więc będziesz miał okazję uczestniczyć w jednym z najlepszych festiwali muzycznych w Europie. W okresie letnim proponuję  wybrać się początkiem czerwca. Wtedy są najdłuższe dni polarne, a i turystów dużo mniej niż w lipcu czy sierpniu.

Ja pierwszy raz przyleciałam na Islandię w październiku. Mój samolot został zawrócony do Norwegii ze względu na burzę śnieżną oraz awarię samolotu. W tym czasie w Islandię uderzył jakiś huragan i pierwsze dni w Reykjaviku walczyłam z żywiołem, aby przejść główną ulicą, podnosząc co jakiś czas przewracających się ludzi. I zostałam na rok. Nie przejmujcie się tak pogodą. Po powrocie nawet burza śnieżna będzie miłym wspomnieniem. Jak byłam dzieckiem to zawsze marzyłam o tym, żeby odwołali lekcję w szkole ze względu na duże opady śniegu (kto nie miał takich pragnień?). Nigdy się to nie zdarzyło, ale poczułam w sobie podskakującą dziewczynkę, kiedy pewnego dnia zadzwoniła do mnie szefowa, mówiąc:
– Karina, nie przychodź dzisiaj do pracy, bo zasypało nam wejście.islandia_pogoda

Lekcja islandzkiego dla Polaków: akcent na luz

Wyprowadzka na Islandię miała na mnie ogromny wpływ i zmieniła mnie w wielu kwestiach, a niektóre z nich dostrzegam dopiero po powrocie. Przede wszystkim nabrałam dystansu do siebie i innych. Zaraziłam się islandzkim luzem na tyle, aby teraz mieć problem z nerwówką, jaka panuje w Polsce. Kocham swój kraj, ale ilość hejtu mnie przeraża. Bluzganie Owsiaka, pretensje o pogodę do rządzących czy skandaliczne zachowanie młodzieży na spotkaniu z Anną Grodzką sprawiają, że zastanawiam się, co z nami jest nie tak. To jest jeden z tych skutków ubocznych podróżowania, bo prawdopodobnie wcześniej wyglądało to tak samo, ale ja uznawałam to za stały element każdego społeczeństwa. Ciężej mi zaakceptować takie zachowanie po roku życia w kraju, w którym wszystkie wymienione sytuacje nie miałyby nigdy miejsca.

Kilka dni temu wybrałam się do lekarza i prawie zostałam stratowana przez ludzi czekających w kolejce za to, że mam niższy numerek niż oni. Dyskusja na ten temat trwała chyba z pół godziny, a ludzie własnym ciałem zaczęli blokować drogę do gabinetu. Poziom złej energii w tej poczekalni sięgał sufitu. Kiedy wybuchnęłam głośnym śmiechem, to wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej, bo wyglądali jak walczące ze sobą dzikusy. Nawet mieli nastroszone czupryny, bo to było bardzo wcześnie rano. Ta sytuacja uświadomiła mi, że tęsknie nie tylko za Islandią, ale również za jej mieszkańcami.

Przypomniało mi się, jak zaraz po przyjeździe na Islandię, miałam problem z przelewami i próbowałam to załatwić w banku, a obsługa tylko wzruszała ramionami. Oni nie wiedzą, co się stało i patrzą na mnie ze zdziwieniem, kiedy pytam, kto ma wiedzieć. Islandczyk zaakceptowałby pierwszą odpowiedź, a jeśli nie to pracownicy banku mają jeszcze w zanadrzu drugą, która rozwiewa wszystkie wątpliwości: “coś się zepsuło”. Na początku ciężko to przełknąć i człowiek już się rozpędza do małej awanturki, ale nagle się okazuje, że nikt nie podchwytuje zdenerwowania. Nie ma nikogo, kto by odpyskował czy rozumiał, jak ważna jest ta sytuacja. Pani w banku jest tak miła i spokojna, że po którymś z kolei pobycie zaczynasz wierzyć w to, że nie ma się czym przejmować.

Wychodzę więc z propozycją, aby wszystkich malkontentów wysłać na Islandię. Wrócą odmienieni, uwierzcie. Zastanawiam się tylko, kto miałby za to płacić. Jeśli Minister Zdrowia czyta ten wpis, to apeluję o taką narodową kurację. Tymczasem możecie swoim marudnym  znajomym podsyłać wersję demo. Oto podstawowe zasady islandzkiego akcentowania życia:

My, ludzie, nie mamy władzy nad wszystkim

Na Islandii jest takie powiedzenie: “Jak ci się nie podoba pogoda, to poczekaj 5 minut”. Oni nie narzekają na warunki atmosferyczne, bo wiedzą, że nie mają na to wpływu. Mimo tego, że przez kilka miesięcy żyją w ciemnościach, a zima trwa prawie cały rok, wciąż należą do najszczęśliwszych narodów na świecie. Z szacunkiem podchodzą do zawirowań pogody i nigdy nie słyszałam, aby Islandczycy mieli pretensje do rządu, że coś zamarzło. Natura jest potężniejsza zarówno do PKP, jak i od władz. To, że znaleźliśmy kilka sposobów na jej poskromienie nie oznacza od razu, że mamy nad nią pełną kontrolę. Pogódź się z pogodą, a przestanie ci ona przeszkadzać. Naprawdę w Polsce nie jest tak źle, jak Wam się wydaje.

Przestrzeń 

2013-06-28 19.57.19

W filmie dokumentalnym “Heima” wokalista zespołu Sigur Rós opisując swój naród, mówi o przestrzeni. Moim zdaniem to jest słowo klucz, które powinno zastąpić wyświechtany slogan “tolerancja”. Na Islandii ludzie dają sobie przestrzeń i nie są skorzy do wchodzenia z butami w czyjeś życie. Dlatego akceptowanie drugiego człowieka, takim jakim jest, przychodzi im w sposób naturalny. Marsz równości na Islandii nie jest tylko świętem homoseksualistów, ale wszystkich ludzi. Islandczyka nie obchodzi, czy jesteś gejem, chodzisz w futrze latem czy żyjesz bez ślubu. To jest twoja sprawa albo raczej – to jest twoja przestrzeń.

Niech każdy robi, co chce

W filmie “Reykjavik 101” jest taka wymowna scena, w której bohater zapytany o to, czym się zajmuje, odpowiada, że niczym. Oczywiście nie jest to obnażanie Islandczyków z lenistwa, ale pokazanie, że tam możesz się zajmować, czym tylko chcesz. Nawet jeśli komuś może się wydawać to absurdalne. Ty wybierasz. Nikt nie wmawia ci, że człowiekiem sukcesu będziesz, zarabiając grubą kasę i chodząc w garniturze. Możesz być muzykiem, na którego koncerty przychodzi kilka osób. Dopóki będziesz to robił, nawet rząd wesprze cię zasiłkiem. Na Islandii nie ma sztywnych podziałów na zawody. Znana piosenkarka pracuje w lumpeksie, a specjalista od marketingu piecze wieczorami bułki w piekarni. I nikt nikogo nie ocenia i nie klasyfikuje ze względu na to, co robi. To uwalnia ich od sytuacji, w której jeden na drugiego patrzy z góry albo dyskwalifikuje kogoś do robienia pewnych rzeczy.  W Polsce jest jakaś ogromna potrzeba sztywnych definicji i wpychania ludzi do worków. A potem boli nas, że ktoś z worka obok odniósł sukces w naszej dziedzinie. Jak on mógł startować w tych zawodach, skoro nie pasuje do definicji?! Zapraszam do Reykjaviku – miasta, którego burmistrzem jest komik, mający swój zespół i przebierający się czasami za kobietę.

Porażka jest sukcesem

W książce “Geografia szczęścia” autor odwiedza kraje, które są uważane za najszczęśliwsze na świecie. Przyjeżdża również na Islandię, gdyż zajmuje ona wysoką pozycję w tym rankingu. Rozdział ten ma tytuł “Szczęście jest porażką”. Jeśli komuś się nie powiodło, to znaczy, że próbował. I trzeba go za to podziwiać. Ludzie sukcesu i ci, którzy ponieśli porażkę są na tym samym szczeblu drabiny. Zarówno jedni, jak i drudzy, mają swoje wady i zalety. Mam wrażenie, że w Polsce sukces jest stawiany na tej samej półce, co ideał. Dlatego być może dziwi nas, że aktorki mają cellulit czy rozwodzą się. Ukrywanie porażek i naświetlanie sukcesów prowadzi do mylnego wyobrażenia, że ludzie, którzy coś osiągnęli są idealni. Łatwiej jest próbować ze świadomością, że porażka to nie jest coś wstydliwego.

Współpracuj albo giń

Jest taka teoria, która mówi o tym, że ludzie w krajach o chłodniejszym klimacie są bardziej skorzy do współpracy. Przez wieki byli zmuszeni zdobywać pożywienie w trudnych warunkach i nauczyli się, że łatwiej jest to osiągnąć w grupie. Potem słucham tego coveru “Say my name” w wykonaniu dwóch islandzkich artystów  i w głowie pojawia się mnóstwo innych, pięknych piosenek, które powstały przy współpracy islandzkich artystów. Rynek muzyczny jest idealnym przykładem tego, jak oni potrafią ze sobą współdziałać. Tam jest normą, że jeden perkusista gra w kilku zespołach, wokalista ma trzy rożne projekty, a na co dzień jeszcze grają razem. Może mi się nie podobać muzyka, którą tworzy zespół, ale jak będzie taka potrzeba, to pożyczę mu sprzęt czy zajmę się oprawą muzyczną na koncercie. Życzyłabym sobie, żebyśmy więcej współpracowali, a mniej gnili.

Chyba sobie wydrukuję ten post i podsunę zdenerwowanym paniom przy następnej wizycie w przychodni.

Kolorowe sny o Fiordach Zachodnich

W nocy przyszedł do mnie kolorowy ptak.

IMG_7748Usiadł na skraju łóżka i mówi:
Dziwny jest ten twój świat. Strasznie dużo ludzi w grupach. Z lotu (“ptaka” nie dodał, bo to było dla niego oczywiste) jakby się nakładali na siebie. Jesteś zmęczona. Chodź zabiorę Cię do mojej krainy. Mieszkam na Fiordach Zachodnich, które według legendy trzech znudzonych ludźmi trolli próbowało kiedyś odrąbać od Islandii. 

Potem podpiął swojego pendrive’a do komputera i włączył prezentację w programie Power Point. Zamienię Cię w ptaka, żebyś miała w życiu łatwiej. Oto prototyp twojego ptasiego wcielenia. 

IMG_7750Zanim nauczę Cię latać, minie trochę czasu, więc na miejsce dopłyniemy statkiem.IMG_7794Zobacz, jak tam pięknie. Totalne odludzie. Będziemy jeździć naszym statkiem. Chciałam dopytać, jak można jeździć statkiem, ale kolorowy ptak uciszył mnie swoim krzykiem: Zobacz!IMG_7251IMG_7455IMG_7779A oto nasz dom! – kolorowy ptak dalej krzyczał, ale już mi to nie przeszkadzało. Nasz dom…– westchnęłam.

IMG_7586IMG_7594Ptak, oprócz Power Pointa, znał inne programy komputerowe, co nie omieszkał podkreślić. Nie wybrałem jeszcze tapety, bo chciałem poczekać z tym na Ciebie. Mam tutaj dwie propozycje z palety naszych barw – jasny wrzos i trawiasta zieleń.IMG_7876Ale zamontowałem prysznic i wannę!

IMG_7875 IMG_7501Będziemy sobie siedzieć wieczorami na ganku i patrzeć, jak słońce kładzie głowę na fiordach.IMG_7823A jakbyś nie mogła zasnąć, to będziemy liczyć skały na oceanie. IMG_7472IMG_7240– Ja tam widzę ludzi, a mówiłeś, że ich nie będzie…  – To ukryci ludzie, oni są bardzo nietowarzyscy, także nie masz, co się przejmować. Naszymi najbliższymi sąsiadami są te włochacze, ale oni, jak widzisz, akceptują czarne owce. IMG_0398To co, jedziesz?IMG_7602

Zorza polarna

DSC_0013

Wiem, że to nie jest najpiękniejsze zdjęcie zorzy. W sieci można znaleźć powalające fotografie aurory, bo jest to chyba jedno z najczęściej fotografowanych cudów natury. Ale to jest moja zorza. Jedna z pierwszych, jakie zobaczyłam i uchwyciłam nieudolnie aparatem. Aby uwiecznić ją z większą dokładnością i ostrością, trzeba ustawić dłuższy czas naświetlania, a tego się komórką nie da zrobić. Przydałoby się mieć przy sobie również statyw, ale zanim człowiek doleci po sprzęt do domu, to już jest po zorzy. Na szczęście są profesjonalni tropiciele tego cudu natury, którzy na polowania jadą w tak pięknie miejsca, jak Jökulsárlón.

Moyann Brenn:http://www.flickr.com/photos/aigle_dore/
Moyann Brenn:http://www.flickr.com/photos/aigle_dore/

Zorza jest jedną z najbardziej pożądanych przez turystów atrakcji. To było sztandarowe pytanie, które ludzie zadawali mi w wiadomościach na couchsurfingu. Tak na marginesie dodam, że Islandczycy niechętnie korzystają z tego portalu, więc jak ktoś liczy na to, że zaoszczędzi w ten sposób na noclegach, to może się rozczarować. Większe szansę macie, pisząc do obcokrajowców, którzy mieszkają na wyspie. Wracając do zorzy, hitem była dla mnie informacja o Japończykach, którzy przyjeżdżają na Islandię w okresie zimowym, aby się rozmnażać. Według ich przekonań, dziecko poczęte w czasie zorzy będzie piękne i szczęśliwe.

Kiedy?

Sezon na zorzę trwa od października do marca, ale widziałam dwa piękne okazy już we wrześniu. Z kolei rok temu czekałam chyba aż do grudnia. Także, jak to bywa ze wszystkim na Islandii, ciężko jest przewidzieć. W Reykjaviku jest kilka firm, które oferują specjalne wyprawy, ale moim zdaniem jest to starta pieniędzy. Nikt Wam nie zagwarantuje, że ją zobaczycie. Można zwiększyć swoje szansę, wyjeżdżając poza miasto, ale do tego nie potrzebujecie żadnego przewodnika. Na tej stronie możecie sprawdzać aktywność wyładowań słonecznych, ale oprócz tego trzeba wziąć pod uwagę pogodę. Jeśli na niebie jest dużo chmur, to możemy być pewni, że i tak nic nie zobaczymy. Widoczność zorzy osłabia także pełnia księżyca.

zorza3

Viktoras Kaubrys: http://www.flickr.com/photos/62431326@N07/

Dobrym znakiem jest natomiast zimno. W bezchmurne i mroźne dni należy więc zadzierać głowę do góry i trzymać aparaty na statywie. Zorza wije się na niebie zazwyczaj ok. 20 minut, dlatego łatwo ją przegapić. Ja o zorzy często dowiadywałam się od znajomych na Facebooku. Zauważyłam, że najszybciej takie informację podają administratorzy fanpage’y hosteli np. Dowtown Hostel, Loft czy Kex. Prawdopodobnie dlatego, że są nimi recepcjoniści, którzy sprawdzają niebo, podczas swoich przerw na fajkę. O zorzy lubią informować także Ask Iceland oraz I<# Iceland. U nich znajdziecie też dużo zdjęć aurory z różnych zakątków Islandii.

Zdjęcia są piękne, ale zorzą lepiej zachwycać się, oglądając filmiki, gdyż jej największy urok polega, nie tyle na kolorach, ale na ich tańcu. Tak też tłumaczy się zorzę w legendach – jako taniec naszych przodków. Różnobarwne wstęgi nad głową to marzenie wielu podróżników. Miałam szczęście doświadczyć tego wielokrotnie i to jest jedna z tych rzeczy, które nie znudzą mi się nigdy. Obok gorących źródeł i ludzi, zorza należy do czołówki moich islandzkich tęsknot. Także oglądać, podniecać się i sruuu zimą do Islandii. Nie wiem, jak ludzie mogą twierdzić, że to jest depresyjny kraj. Nawet jeśli jest trochę więcej ciemności zimą, to jak można się dołować, jeśli nad głowami wiją nam się kolorowe wstęgi?

Portowa kozetka

IMG_7153 - KopiaOstatnio często miewam gorsze dni. Na Islandii nauczyłam się, że w takich momentach po prostu idę do portu, ładuję problemy na statki, które potem odpływają w świat. Nie ma cła na te towary, więc można kilka własnych kłód przerzucić pod nogi marynarzy. Oni zadepczą, bo co im po polskim bełkocie. Jak kiedyś się dorobię, to wyruszę w podróż dookoła świata i pozbieram je przy okazji. Wtedy już będą to dla mnie śmieszne wspomnienia, które z zaciekawieniem wybiorę z wielkiego wora po powrocie.IMG_7159IMG_0235IMG_0209IMG_0205

Brakuje portu, statków, panów w ciemnych kombinezonach, zapachu ryb, starych łańcuchów i dziwnych atrybutów rybackich, które nie wiem co znaczą, więc dopowiadam sobie, że to włosy księżniczki.IMG_7217IMG_0229IMG_7162

Jak ktoś jedzie na Islandię, to niech się za mnie przejdzie do portu. Widok piękny na Reykjavik i latarenka, na którą nie wchodzą turyści, bo znaku nie ma, że można (że nie można też nie). Nawet plac zabaw jest. IMG_7161IMG_7138IMG_7199IMG_7224Proszę tylko adres podać, żebym mogła kurierem problemy i czarne myśli podrzucić.

1 2 3 4 5 6