Home » EUROPA » KOSMOS » Marzenia, do których trzeba się przygotować

Marzenia, do których trzeba się przygotować

IMG_0410Woda jest moim żywiołem od dziecka, ale przechodziliśmy różne fazy w naszym związku. Szczególnie dramatyczny był moment, w którym chciała mnie pochłonąć, a moje ośmioletnie życie przeleciało mi przed oczami, ale przetrwaliśmy to i nie wracamy już do tego tematu. Wiem, że woda nie ma takiej siły przyciągania jak ziemia, ale jednak coś sprawia, że kiedy jesteśmy blisko, nie mogę się jej oprzeć. Szczególnie kiedy nie widzimy się długo i dochodzi do pierwszego spotkania, zamieniam się w nimfę wodną i po prostu prę w stronę wody jak zaczarowana.

Im większy akwen wodny, tym większe podekscytowanie i fascynacja. Patrzenie na ocean codziennie w Reykjaviku dawało mi poczucie bezpieczeństwa i uspokajało w trudnych momentach. Obserwowanie wzburzonego oceanu podczas sztormu mnie nie przeraża, a wręcz przeciwnie, uważam, że to jeden z najpiękniejszych występów natury. I ta tajemniczość…Co skrywa się pod taflą wody? Kiedy pierwszy raz zanurzyłam się z butlą pod wodę, poczułam, że wkraczam do swojego świata, chociaż byłam tam intruzem. Woda pochłonęła mnie całkowicie na nowo i byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Kiedy dowiedziałam, że z powodów zdrowotnych nie mogę kontynuować tego związku, poczułam, że odebrano mi coś ważnego. Na jakiś czas znowu musieliśmy pozostać przyjaciółmi i tęsknić za sobą z oddali.

IMGP3264

Pewnego słonecznego dnia na jednej z piaszczystych plaż Kalifornii (zawsze chciałam zacząć akapit od takich słów) Lilly niczym dobra pani aptekarka zaproponowała mi tańszy zamiennik mojego ukochanego nurkowania. “Zobacz, nie musisz mieć tyle tego sprzętu. Bierzesz deskę i surfujesz!”. Wtedy w mojej głowie zaczęło kiełkować marzenie o tym, że pewnego pięknego dnia (nic na to nie poradzę, że dni w których spełniają się marzenia są zazwyczaj piękne) będę surfować. Kiedy pisałam post o kaliforjniskim surfingu, o tym, że marzenia rozmnażają się przez pączkowanie i rozmyślałam, jak to zrobić, aby w tym roku zacząć naukę ujarzmiania fal, dostałam maila z zaproszeniem na… obóz surfingowy od Planet Surf Camps. Mają kilka miejscówek w różnych częściach Hiszpanii i Francji, a ja trafiłam na kanaryjską wyspę Fuertaventura, która nazywana jest wyspą surferów. I to jest ten moment w życiu, kiedy w głowie podnosi się kurtyna, muzyka leci po którymś z neuronów i widzisz siebie, tańczącą na falach. Potem następuje równoczesne zderzenie wizji z rzeczywistości i twarzy z wodą. Dlaczego? Bo do surfingu trzeba się porządnie przygotować.

Jak przygotować się do surfowania?

Przygotowania do wszystkich podróży zaczynam od czytania książek na temat danego miejsca, słuchania lokalnej muzyki, poznawania miejscowych obyczajów. Niestety tak samo podeszłam do tematu nowego sportu. Zresztą oswajając się z nurkowaniem, szukałam wszystkiego na temat Jacquesa Mayola i oglądałam któryś raz z kolei “Wielki błękit”. Tak już mam. Zawsze najbardziej interesował mnie aspekt kulturowy zjawisk i tego szukam wszędzie. Nie znaczy to, że wszędzie to działa na moją korzyść. W wodzie nikogo nie interesuje, że ojcem surfingu jest George Freth – potomek królewskiej rodziny hawajskiej, który został ściągnięty do Kalifornii i pokazywany jako atrakcja pod tytułem “człowiek, który chodzi po wodzie”. Nie jesteśmy teraz w wodzie, więc chociaż pokażę Wam jego zdjęcie z deską surfingową, która wygląda jako wieko od trumny. Mam w zanadrzu post o kulturze surfowania, także jeszcze do tego wrócimy, a ten akapit był po to, aby Wam pokazać, jak się nie przygotowywać do surfingu.

george freth

Najważniejsze jest przygotowanie swojego ciała i może dla niektórych to oczywistość, ale dla mnie ( i paru innych osób na kursie) nie była i lepiej zaznaczyć to dobitnie, bo potem człowiek ma tylko tydzień na naukę, a traci ten czas na przerwy i łapanie oddechu. Kurs to codzienna dawka kilku godzinnego wysiłku i jeśli nie mamy dobrej kondycji, to będziemy wychodzić z wody wcześniej i tracić czas, który moglibyśmy spędzić z instruktorem. A są to zazwyczaj ciekawi ludzie, z którymi chce się ten czas w wodzie spędzać.

IMG_0412

IMGP3147

Pierwsze dni to jest właściwie walka z wodą. Trzeba wejść na odpowiednią głębokość, a nie jest to takie proste z deską, która potrafi zaatakować prosto w twarz. Każdy krok to również plaskacz w twarz od oceanu. Słona woda wpływa do gardła, zakrywa nas od stóp do głów, a mocne fale cofają nas do brzegu i znowu trzeba zaczynać całą wyprawę do nowa. Na tym etapie można jeszcze walczyć silą woli, ale dobra kondycja ciała ułatwia takie wygibasy. Czasami człowiek z braku siły woli sobie po prostu poleżeć na desce.

IMG_0487

Wszystko zależy od tego, jak bardzo aktywni jesteście na co dzień. Jeśli uprawiacie regularnie jakiś sport, to będzie Wam łatwiej. Od razu było widać różnicę między tymi, którzy trenują, bo oni zazwyczaj po jednym dniu już stali na desce. Mi udało się to dopiero pod koniec tygodnia, a i to jeszcze na chwilę i żałowałam bardzo, że nie miałam lepszej kondycji. Wasz stan fizyczny jest też ważny przy planowaniu czasu takiego kursu. Jeśli macie słabą kondycję, to tydzień Wam nie wystarczy i radzę zarezerwować sobie minimum 2 tygodnie. Po tygodniu wygląda się mniej więcej tak:

IMG_8220

Najważniejsze w surfowaniu są mięśnie rąk i to nad nimi trzeba najbardziej popracować przed. Po pierwsze często do miejsca, w którym łapie się fale trzeba dopłynąć, a wygląda to tak, że kładziemy się na desce i wiosłujemy.

IMGP3226

Przy podejściu do fali też trzeba wiosłować rękami i to bardzo szybko, a potem jeszcze mieć w nich wystarczająco siły, aby podnieść na nich całe ciało. Polecam wszystkie sporty, które umacniają górne partie ciała. Ja wybrałam basen, a szczególnie pływanie kraulem i sprinty. Chciałabym wybrać się gdzieś w maju na surfing i tym razem nie mogę być takim słabeuszem.

IMG_8200

Kolejną sprawą jest równowaga. Nie dość, że każda część ciała leci w inną stronę, to jeszcze powierzchnia, którą chcesz ujarzmić, faluje. Jakby, cholera, nie mógł się na chwilę ten ocean uspokoić. Do ćwiczenia równowagi dobra jest joga lub pilates, ale myślę, że na początku można się ograniczyć do ćwiczeń z piłką w domu lub na tickboardzie.

IMG_8190

Jak wygląda kurs surfowania?

Świadomość tego, jak wygląda taki kurs jest ważna przy planowaniu wyjazdu. Moim zdaniem jeśli chcesz nauczyć się surfować to musisz ustawić to jako priorytet i nie łączyć tego z intensywnym zwiedzaniem czy odpoczywaniem na plaży, szczególnie jeśli taki wypad trwa tydzień. Rano trzeba przygotować pożywne śniadanie, aby starczyło sił na kilka godzin wysiłku, a potem zapakować cały sprzęt do samochodu i dojechać na plażę.

IMG_0406

Bardzo ważna jest rozgrzewka przed wejściem do wody i nawadnianie się podczas całego dnia ćwiczeń, także jak podejmujecie się sami nauki to pamiętajcie, aby wziąć ze sobą prowiant na plażę.

IMGP3206

Do całości dochodzą jeszcze takie drobne rytuały jak woskowanie deski

IMG_0461

oraz gapienie się na innych surferów

IMG_0489IMGP3111

Najmniej przyjemną częścią jest zdejmowanie z siebie mokrej pianki, chociaż instruktorom to wychodzi z wdziękiem, więc to chyba kwestia praktyki.

IMG_8260

Po tak długim wysiłku człowiek musi się zregenerować. Każdy ma swoje sposoby.

IMGP3161IMG_0452

Tak spędzony dzień daje ogromną satysfakcję i mimo, że czuje się zmęczenie, to jest ochota na więcej. Już dawno nie miałam tak dużej motywacji, aby wziąć się za pracę nad swoim ciałem i od powrotu ćwiczę całkiem regularnie. Już na samym wyjeździe straciłam 2 kg, ale chyba najważniejsze jest to, że się po prostu chce. Surfing wzmacnia nie tylko ciało, ale i psychikę. I pamiętajcie:

IMG_0435

Gdzie i kiedy jechać?

Oczywiście mogę Wam polecać Hawaje, Kalifornię, Meksyk czy Australię. Sama bym chętnie wybrała się w jedno z tych miejsc, ale wiadomo, że takie wyjazdy zdarzają się rzadziej i są bardziej kosztowne, a żeby naprawdę nauczyć się surfować trzeba to robić częściej niż raz na kilka lat. Tak szczerze mówiąc, to najlepiej byłoby przeprowadzić się gdzieś blisko plaży i surfować codziennie. Jednak surfing w Europie staje się coraz bardziej popularny, a nawet nad naszym Bałtykiem można popływać na desce. Zdania co do surfowania nad polskim morzem są podzielone, bo wiadomo, że nie mamy tak dobrych warunków jak na otwartym oceanie, ale dla początkujących nawet malutkie fale wystarczą. Sprawdzę to w maju i powiem Wam, czy warto. Mi przed tym wyjazdem surfing kojarzył się głównie z odległymi zakątkami świata, ale okazuje się, że surf spoty są też w Niemczech czy Holandii. Nawet do Portugalii i Hiszpanii można się wybrać całkiem tanio. Loty na Fuertaventurę z Ryanaira w obie strony można upolować za 400-500 zł. Wybierając kierunki cieplejsze, nie trzeba czekać na lato, chociaż nie spodziewajcie się upałów. Niższe temperatury są za to gwarantem tego, że będzie mniej ludzi, co naprawdę ułatwia naukę surfowania. Jedna z rzeczy, która mnie rozkochuje w surfingu, to nauka czytania wody. Kiedyś patrzyłam na ocean i widziałam wzburzone fale, a teraz zaczynam je odróżniać. Czasami stoisz w wodzie i czekasz na tę jedyną, idealną bardzo długo, a jeśli jest w wodzie dużo bardziej doświadczonych surferów to są spore szanse, że ktoś Ci ją skradnie. Jeśli mamy na celu naukę surfowania, to lepiej lecieć przed sezonem. Szczególnie, że pora nie jest tak ważna dla początkujących surferów, którym nie zależy na tym, czy fale są bardzo duże.

IMG_0422

Tekst powstał przy współpracy z Planet Surf Camp. Jakbyście chcieli do Corralejo, to tędy

6 thoughts on “Marzenia, do których trzeba się przygotować

  1. Super wpis, chętnie poczytam więcej o samej dyscyplinie! U nas na kursie też było ostro, pobudka, 5 godzin na plaży, później szliśmy spać (na urlopie, serio!), później znów plaża i zajęcia, później małe party i o 22 wszyscy grzecznie w łóżkach, bo byliśmy padnięci. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję się pomęczyć na desce. A Tobie gratuluję i liczę na więcej serferskich wieści!

  2. Ale masz fajną pasję, ja bym się chyba bała, trzeba być bardzo odważnym żeby pływać na desce, jednak woda to niesamowity żywioł.

  3. Weszłam na Twojego bloga chyba z polecenia kroliczkadoswiadczalnego, ale szczerze mówiąc, nie jestem już pewna bo to było wczoraj. Pół czwartku i dziś od rana spędzam na czytaniu Twojego bloga i pracuję tylko tyle ile wymaga przyzwoitość 🙂 Jestem na stronie 7 i obawiam się, że może tych stron nie zostało już zbyt wiele?? Poza tym, zaraz kończy się piątek! (w domu rzadko czytam dłuższe rzeczy w Internetach).
    W każdym razie, zapisuję do ulubionych – teraz chętniej dam się przekonać chłopakowi do wyjazdu na festiwal muzyczny na Islandii. Plus dodałaś wiele punktów w skali chęci wyjazdu do USA 🙂 Sposób Twojej podróży tam był ekstra ! Relacja dużo ciekawsza, gdy przestawiasz wyjazd z pozycji “próbuję wtopić się w prawdziwe życie” 🙂 Pozdrawiam gorąco, będę wracać 🙂

    1. Nie wiem, jak to możliwe, że przegapiłam ten komentarz! Dziękuję bardzo za miłe słowa. Mam nadzieję, że wracasz do mnie. Iceland Airwaves to nafajniejszy festiwal w Europie, a przy okazji można zwiedzać to cudowne miejsce. Oby udało Ci się namówić chłopaka. Bilety coraz tańsze, więc może to go przekona!

Leave a Reply

Your email address will not be published.