Home » ISLANDIA » Dumpster diving – o jedzeniu ze śmietnika

Dumpster diving – o jedzeniu ze śmietnika

freeganizm (2)

Dzisiaj opowiem Wam o dumpster divingu, czyli zaopatrywaniu się w żywność, która jest wyrzucana przez sklepy na śmietnik, który to sposób praktykowałam na Islandii. Już trzeci raz zaczynam pisać ten tekst i właściwie nie wiem, jak przedstawić Wam ten temat bez wywołania w Was obrzydzenia. W Polsce sprytnie rozwiązano ten problem, nazywając to freeganizmem, co brzmi jak kolejny trend zdrowego odżywania. Doszłam jednak do wniosku, że takiej reakcji nie da się uniknąć, niezależnie od tego, jak zgrabnie ujmę temat. Sama tak na początku zareagowałam! Kiedy przyjaciel opowiadał mi o tym, że żywią się głównie na śmietnikach, byłam przerażona. Co? Jak to? To jest obleśne! Jeśli tak reagujesz, to jest to normalne. Piszę ten tekst, aby pokazać Ci, że nie jest to takie odrażające, jak się na początku wydaje. Mnie najbardziej zainteresowała filozofia życiowa, która stoi za tym i o tym też chcę Wam opowiedzieć. Pewnie jeszcze rok temu nie napisałabym tego tekstu, ale ostatnio robię dużo nowych rzeczy i przy okazji zauważyłam, że mało już mnie obchodzi, co pomyślą o mnie inni. Nie przejmuje się tym, ze moi znajomi mogą to wyśmiać na salonach. Zdarzyło mi się jeść ze śmietnika i nie wstydzę się tego. Tak to już ze mną jest, że lubię być i na salonach i na śmietnikach.

Oszczędność

Wiedziałam o dumpsterach (tak się to potocznie nazywa w Islandii) przed moim pierwszym przyjazdem na Islandię, ale miałam bardzo negatywne podejście i nie planowałam tego praktykować. Pamiętam moją pierwszą noc w Reykjaviku, kiedy po dwóch dniach podróży w końcu siadłam na tyłku (miałam awarię samolotu i burzę śnieżną) i podsunięto mi pod nos talerzem z pysznym obiadem.

Mmmm, jakie to dobre? Kto to przyrządził?

Paula ze śmietnika ugotowała – rzucił Dawid.

Co?! – prawie wyplułam jedzenie z powrotem na talerz. Nie zrobiłam tego. Było za dobre.

freeganizm (1)

Jeden ze śmietnikowych obiadów

Na początku nie miałam żadnej kasy i zanim nie znalazłam pracy, planowałam żyć o chlebie i wodzie. Tymczasem codziennie jadłam posiłki lepsze niż w wytrawnej restauracji, co jest zasługą nie tylko bogatych zasobów ze śmietnika, ale także umiejętności kucharskich mojej przyjaciółki. To jest śmieszne, bo ja wtedy dalej byłam sceptycznie nastawiona do dumpster divingu! Jakoś tak podzieliśmy się rolami, że chłopaki chodzili na łowy, a ja pilnowałam dziecka koleżanki albo pomagałam jej przyrządzać to jedzenie. Jak już z nimi szłam, to tylko świeciłam latarką. Byłam na ich utrzymaniu, nie chciałam wybrzydzać i odmawiać darmowego jedzenia (darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda, nie?). Powoli zaczęłam przekonywać się do tego, bo ciągle jadłam posiłki przygotowywane ze śmietników i nic mi nie było. Nie miałam problemów żołądkowych, wszystko było zdatne do zjedzenia, a ja nie musiałam zaciągać długów na utrzymanie. Pierwszym powodem była głównie oszczędność pieniędzy.

Tony marnowanej żywności

Po miesiącu znalazłam pracę, wyprowadziłam się do innego mieszkania i wtedy przestałam w tym uczestniczyć. Pracowałam w gastronomii, więc posiłki miałam zapewnione i mało produktów kupowałam na własną rękę. Wielu z moich znajomych dalej chodziło na śmietniki i często z niedowierzaniem patrzyłam na to, co przynieśli. Ja mam doświadczenia z dumpster divingiem tylko na Islandii, ale słyszałam, że we wszystkich bogatych krajach jest podobnie. Ilość i jakość wyrzucanego jedzenia jest nie do uwierzenia.

Bo to nie jest tak, że wchodzi się do śmietnika i przegrzebuje worki z nadgryzionymi resztkami lub szuka czegoś między kiepami w tych małych śmietnikach przy ulicy, tak jak myślała jedna z moich koleżanek. Najłatwiej będzie Wam to przedstawić w taki sposób – to, co w Polsce często jest sprzedawane na promocji (obite jabłka, banan z czarną kropką, pieczywo z poprzedniego dnia, ryż z dziurką w opakowaniu) tam jest wyrzucane na śmietnik. Są to kontenery z żywnością z danego sklepu, a zazwyczaj warzywa i owoce są w osobnym pojemniku. Gdybyście zobaczyli niektóre paczki z owocami, wyrzucone tylko dlatego, że jeden z nich jest obity!

Potem człowiek idzie do sklepu i płaci za produkty ze świadomością, że to samo leży pewnie na tyłach sklepu. Wyrzuca się też żywność, jeśli opakowanie jest zniszczone, więc różne suche produkty, które spokojnie jeszcze można trzymać przez miesiąc czy dłużej, lądują w śmietniku. Daty ważności na produktach są ustawiane  z dużym wyprzedzeniem, więc jeśli coś ma datę spożycia do dnia, w którym, to znajdziesz, to można to zjeść, ale trzeba oczywiście uważać i zdać się na zdrowy rozsądek. Wszystko zależy od rodzaju produktu, bo na owoc spojrzysz i wiesz, że wszystko z nim w porządku, a na mięso trzeba bardzo uważać, dlatego ja prawie nigdy go nie brałam. Na przykład w piekarniach śmietnik to po prostu duży pojemnik z worami pieczywa, które nie sprzedało się tego dnia – chleby, drożdżówki, bułki, ciasta i wszystko zrobione przed kilkoma godzinami. Najwięcej jest słodyczy, które są wyrzucane tonami, ale też starałam się ograniczać branie nie wiadomo jakich ilości. Generalnie jest taka zasada, żeby brać tyle, ile jesteś w stanie zjeść, bo po co wyrzucać drugi raz to samo, co zostało wyrzucone? Tym bardziej, że część z tego jedzenia trzeba spożyć w przeciągu kilku najbliższych dni.

Przeciw konsumpcjonizmowi 

W czasie mojego drugiego pobytu na Islandii mieszkałam przez jakiś czas znowu z Paulą, która jest królową śmietników w Reykjaviku. Zna najlepsze miejscówki i wprowadza nowicjuszy w świat zasad dumpster divingu. Do tego jest najlepszą kucharką, jaką znam i miałam kiedyś pomysł na bloga kulinarnego, na którym prezentowane są potrawy przyrządzone z produktów znalezionych na śmietniku. Oczywiście przy takich “zakupach” jest to łut szczęścia. Nie zawsze znajdziemy to, co nam potrzebne, ale czasami wystarczy dokupić jeden czy dwa produkty, aby wyczarować pełnowartościowy obiad.

Zaczęłam ponownie chodzić z nią na dumpstery i wtedy zrozumiałam, że w jej przypadku to, co kiedyś było sposobem na oszczędzanie kasy, ewoluowało w filozofię życia. Jest to dla niej duża oszczędność, ale stać ją na to, aby to jedzenie kupić w sklepie. Ona nie chce uczestniczyć w konsumpcyjnym świecie, w którym bogate społeczeństwa wyrzucają wszystko na śmieci. Pisał o tym obszernie Łukasz Supergan, ale widziałam w komentarzach, że ludzie uważają to za sztuczne dorabiania filozofii. Dla tych niedowiarków polecam filmy „Dive” czy „Poza systemem”, w których bohaterowie mówią o swojej potrzebie sprzeciwu wobec systemu, w którym ktoś wyrzuca na śmietnik obite jabłko, podczas gdy ktoś inny umiera z głodu i dałby się za nie pociąć. Mnie najbardziej bolał widok mięsa na śmietnikach. Serce mi się kraja, że te biedne zwierzęta, zostały zabite, nawet nie po to, aby człowiek mógł je zjeść, ale po to, aby mógł je wyrzucić potem na śmietnik.

U nas grzebanie w śmietniku kojarzy się z bezdomnymi, którzy przeszukują kontenery pod blokami. Tymczasem w Islandii robi to bardzo dużo osób, szczególnie takich, dla których ważny jest problem marnowania żywności. Znam prawników, wykładowców, urzędników, nauczycieli i przedstawicieli wielu innych dobrze zarabiających zawodów, którzy chodzą na dumpster. Robią to ze względu na ideologię. Są nawet grupy, w których dzielona są zadania: jedna osoba udostępnia auto, inna jedzie na akcję, inna myje produkty, a jeszcze inna rozwozi to do kilku osób. Są nawet tak zaawansowani użytkownicy, którzy mają klucze do zamkniętych kontenerów, ale ja nigdy nie dotarłam do tego poziomu.

Czasami jest po prostu tak, że dociera do Ciebie jakiś problem, jeśli zobaczysz go na własne oczy. Oglądanie pełnych kontenerów z dobrym do spożycia jedzeniem przemawia bardziej i szybciej niż długie artykuły na temat marnowania żywności. Mimo, że nigdy nie byłam bardzo aktywny freeganem na Islandii, a w Polsce w ogóle tego nie robię, to od czasu moich doświadczeń z dumpster divingiem bardziej świadomie podchodzę nie tylko do tego, co wyrzucam, ale także do tego, co kupuje. Posiadam bardzo mało rzeczy i gdybym musiała się dzisiaj przeprowadzić jestem w stanie spakować wszystko do jednej czy dwóch toreb. Trzy razy się zastanowię zanim kupię coś nowego, a  najchętniej nabywam używane rzeczy. Prawie w ogóle nie kupuje ubrań w sklepach, tylko zawsze w lumpeksach. Po co mam wydawać na bluzkę 50 zł, jak mogę ją mieć za 3 zł? Oszczędzam i nie kupuje kolejnej rzeczy, która za rok wyląduje na śmietniku. Można powiedzieć, że wizyty na śmietniku uczyniły mnie bardziej świadomym konsumentem i lepszym człowiekiem. Czemu miałabym to dalej ukrywać jako brudny sekrecik?Jest tu ktoś, kto nie boi się przyznać do tego samego?

[Tutaj macie bloga ze zdjęciami produktów znalezionych na śmietniku. Bardzo obleśne, nie? Bo dla mnie obrzydliwe jest to, że ktoś to wyrzucił.]

27 thoughts on “Dumpster diving – o jedzeniu ze śmietnika

  1. W Polsce problem wyrzucania żywności przez supermarkety wygląda podobnie. Dla zobrazowania – miesiączne straty przeciętnego supermarketu w artykułach suchych sięgają nawet tysiąca złotych. Jest tylko drobna różnica między nami, a krajami “zachodnimi”: kontenery w Polsce zamykane są na kłódki i łańcuchy, aby przypadkiem nikt się do nich nie dostał. Powody są dwa. Pierwszy z nich to absurdalny podatek od darowizny, a drugi to wykręcanie się przepisami epidemiologicznymi. No, może jest jeszcze trzeci…nikt, kto o takim stanie rzeczy zadecydował nie widział tych kilogramów jedzenia spoczywających na dnie śmietnika i ludzi, którzy o nie proszą.

    1. No właśnie. To, że zamykają wiem. Słyszałam też o polewaniu tego jedzenia domestosem. Można do szpitala trafić!

    2. 30 zł dziennie dla supermarketu to jest zero. Jestem pewien, ze wyrzuca znacznie więcej. Poza tym to nie jest strata supermarketu ale jego dostawców.

  2. fajnie, że o tym piszesz. w Polsce jak byłam po raz pierwszy świadkiem, jak pracowniczka sklepu wrzucała całe pieczywo do wroka, chciało mi się płakać… zapytałam jej, czy nie mogą gdzieś tego oddawać, a ona mówi, że dostali już kiedyś karę jak zostawiali bezdomnym więc już tego nie robią.

    1. Nie rozumiem tych dziwnych podatków od darowizny, ale powinni coś z tym zrobić, bo zamiast na śmietniku to jedzenie mogłoby być rozdane biednym. Niektórzy ludzie z tego jedzenia, które zbiorą na śmietnikach organizują obiady dla bezdomnych, ale to też, podejrzewam, nielegalnie.

      1. To bardzo proste. Od rzeczy darowanych płacić się powinno VAT tak samo jak od rzeczy sprzedanej. Dlatego po pierwsze, że inaczej jedna strona transakcji podaruje komuś szprotki, a druga tamtej 3 zł i VAT zniknie. Po drugie VAT jest podatkiem od konsumpcji więc w zasadzie powinni go płacić konsumenci bez względu na to jak weszli w posiadanie rzeczy. Przynajmniej tak jest sprawiedliwie…

  3. To nie jest jakaś bzdurna filozofia jak niektórzy twierdzą. To jest świadomość i konkretna postawa. Ludzie w większości nie są świadomi. Mnie to osobiście przeraża – takie ignorowanie problemu. Zwłaszcza, że sami niszczymy dom w którym mieszkamy wszyscy, bez wyjątku – naszą planetę. Do ogromnego wyniszczania planety przyczynia się również jedzenie mięsa. Również polecam zgłębić temat. A jeśli chodzi o pewne przepisy w naszym kraju…cóż, są one po prostu nieludzkie.

    1. Jedzenie mięsa to jest osobny temat, którym się interesuje, ale nie zagłębiłam go jeszcze na tyle, aby wchodzić w dyskusję. Na pewno masz rację, że sami rozwalamy się od środka.

  4. “Można powiedzieć, że wizyty na śmietniku uczyniły mnie bardziej świadomym konsumentem i lepszym człowiekiem.”W pełni się z Tobą zgadzam. Sama nigdy nie chodziłam na “zakupy ” ale korzystałam z takiego jedzenia we Francji. Mamy podobne doświadczenia. W Polsce po prostu nie wiem jak to robić. Ale nie przeszkadzałoby mi tak zdobywać jedzenie. Dziękuję za ten wpis.

    1. W Polsce to staje się coraz bardziej popularne. Wiem, że są specjalne grupy na Facebooku, gdzie freeganie wymieniają się informacjami, więc może znajdziesz jakąś, która dotyczy Twojej okolicy.

  5. Ja przeżyłam w ten sposób jedne wakacje w Kopenhadze. I tak samo jak w twojej Islandii, spotykaliśmy na śmietnikach Duńczyków, którzy w ten sposób sprzeciwiali się konsumpcyjnemu stylowi życia. Ja chciałam tylko szczędzić trochę więcej pieniędzy, zbierałam na podróż do Brazylii. No i pojechałam do tej Brazylii i słyszałam (tylko słyszałam, bo nie byłam) żyją na śmietnikach. Polecam filmy “Lixo extraordinario” i telenowelę “Avenida do Brasil”.

    Osiem razy zastanowię się zanim kupię nowe ubranie, do dużych supermarketów nie chodzę. Wiem jak wyglądają ich tyły.

    1. Ostatnie zdanie jest najlepszym podsumowaniem całego tekstu. Ja mam to samo. Jak wchodzę do wielkiego supermarketu, to od razu sobie wyobrażam, co jest na tyłach. Filmy obejrzę na pewno. Kurde, widzę, że dumpstery są na całym świecie.

  6. Nigdy nie korzystałam z takiej metody i zapewne jest tak jak piszesz: brzmi mało fajne, a jest całkiem spoko.
    Mnie osobiście przekonuje filozofia i pewne przekonania, które stoją za takim sposobem życia. Myślę też, że im więcej wiemy, więcej czytamy o tym jak wygląda świat dookoła nas, ile co kosztuje, jak jest produkowane etc. tym bardziej świadomymi konsumentami jesteśmy. I nawet jeżeli nie zmienimy swojego życia z dnia na dzień (jest to przecież trudne), to idea została zasiana w naszych głowach. Krok po kroku zaczniemy wprowadzać zmiany – kupować mniej, bardziej świadomie, przestaniemy wyrzucać żywność, kupować ciągle nowe rzeczy, bo musi być modnie i na czasie. Bardzo Ci dziękuję za ten wpis!

    1. U mnie dumpster diving przyczynił się do zmiany podejścia w tym temacie, ale to również był stopniowy proces, który uzupełniałam czytaniem książek, oglądaniem dokumentów, rozmowami. Wciąż mam przyzwyczajenia, których nie mogę się wyzbyć albo po prostu nie stać mnie na to, aby kupić produkt lepszej jakości zamiast chemicznego syfu produkowanego przez korporacje, ale przynajmniej wiem, co robię źle i moje jedzenie na śmietniku nie ląduje. Kiedyś stare ziemniaki wyrzucałam, teraz robię z nich kluski. Kluski też są całkiem modne 😉 Dzięki za komentarz!

        1. Hej,

          Całą wiedzę, jaką mam na ten temat wyniosłam ze śmietnika 😉 Ale słyszałam, że dobra jest książka “The art and science of dumpster-diving”. Jak przeczytasz, daj znać, czy warto.

  7. Problem z żywnością jest taki, że jedni mają za dużo a inni za mało … w Polsce na ludzi o dobrym sercu nakłada się tax za rozdawanie chleba ubogim (jak w sytuacji piekarza, któremu US naliczył taki zaległy podatek, że zbankrutował) … W Ameryce ludzie kupują tyle żarcia, że nie maja gdzie tego trzymać a już wogóle Ci co kupują ją z kuponów jak w tym programie na TLC. Kolejną kwestią jest to, że przekazanie żywności do krajów potrzebujących jest zbyt drogie w stosunku do wartości przekazanego daru. Poza tym musi to tez być żywność z dłuższym terminem by podlegało normom. A szkoda

  8. Ja skakałam po śmietnikach już ponad 10 lat temu w Holandii, nazywaliśmy to skip lub skipping. Miło wspominam, takich gatunków serów, których dzięki temu spróbowałam nigdy nie miałam okazji wcześniej zjeść. Fajny tekst. Pozdrawiam.

    1. Dzięki! Tej nazwy jeszcze nie słyszałam. Ja też dzięki dumpsterom jadłam produkty, które wcześniej (głównie ze względu na cenę) były poza moim zasięgiem.

  9. Nie jestem na nie. Sama jednak mam pewne obawy (myślę, ze tak jak ty na początku). Obejrzę filmy z chęcią. Jestem świadomym konsumentem o tyle, że nie kupuję tylko to, co potrzebuję i nie marnuję jedzenia.

  10. A w Polsce to funkcjonuje? Przyznam, że mnie się to podejście podoba, ponieważ mam podobne spojrzenie na dzisiejszy świat i jestem przerażona ile wytwarzamy, a ile z tego wyrzucamy praktycznie bez powodu. Tak więc tylko czekać, aż spotkamy się pod którymś kubłem:) Pozdrawiam.

  11. Powiem tak – jeśli ktoś to lubi to niech tak robi, ja bym się na to nie zdecydowała. Jednak śmietnik to śmietnik. Nie jest myty, więc może być tam dużo bakterii.

    Tak czy siak powinni to jedzenie rozdawać biednym, a nie marnować. Tyle ludzi głoduje! Ale Polska to chory kraj…

Leave a Reply

Your email address will not be published.