Ciemna strona couchsurfingu

CS_PrimaryLogoOrange10092012

 

Jasne

Couchsurfing poznałam dobrych kilka lat temu, kiedy jeszcze mieszkałam w Krakowie, a nasze legendarne mieszkanie na Lea było centralnym miejscem spotkań i uciech wszelakich. Najpierw stworzyliśmy ze współlokatorami wspólny profil i razem wybieraliśmy gości, którym pozwolimy się u nas zatrzymać. Moje doświadczenie z tym portalem opierało się więc na początku głównie na byciu hostem. Chcieliśmy poznawać nowych ludzi, a przy okazji ćwiczyć angielski. Ja zawsze lubiłam pokazywać przyjezdnym Kraków i czy odwiedzała mnie rodzina, czy znajomi, to wiedziałam gdzie ich zabrać, aby było ciekawie. Przez okres kilku lat naszego bytowania w tym mieszkaniu przewinęło się przez naszą kuchnię (tam mieliśmy dodatkowe łóżko) sporo osób z różnych krajów. Niektórzy byli nijacy i już ich nawet nie pamiętam. Z innymi przyjaźnię się do dzisiaj. Tak naprawdę couchsurfing w tamtym czasie nasycał moją potrzebę podróżowania, którą wtedy jeszcze spychałam na bok. I jak tak sobie teraz pomyślę, to może przez ten kontakt z podróżnikami właśnie uwierzyłam, że to nie jest takie trudne. Pamiętam moje pierwsze rozmowy na ten temat z Australijczykiem, który przez rok podróżował po Europie. Jak to? To tak można? Wtedy jeszcze nie docierało do mnie, że absolutnie każdy może sobie na to pozwolić i jeśli tego chce, to jest to do zrobienia. Myślę, że ludzie poznani przez couchsurfing mieli ogromny wpływ na przekształcanie moich marzeń w realne działania. Oni nie tylko o tym gadali, ale pokazali mi, że można. Że to nie tylko Martyna Wojciechowska, ale ja, zwykły Kazek z Poznania, mogę jechać na kraniec świata. Piszę ten pochwalny wstęp po to, aby udowodnić, że znam bardzo dobrze jasną stronę mocy tego portalu. Używałam go w Krakowie przez wiele lat jako host, a potem stworzyłam swój własny profil i korzystałam z gościnności innych osób w różnych miejscach. Poznałam niesamowitych ludzi, ale już zdarzyło mi się trafić na paru świrów (sama nie wiem jak ich określić) i to o nich dzisiaj chciałabym podyskutować, bo to przez nich zastanawiam się teraz dwa razy zanim do kogoś napiszę.

Ciemne

Mam wrażenie, że z biegiem lat portal zaczął przyciągać dziwnych ludzi – zdesperowanych samotników, którzy nie mają znajomych i rekompensują to sobie przez spędzanie czasu ze swoimi gośćmi. Moim zdaniem to jest najgorszy typ, bo nie ma jak się przed nim ustrzec. Jeśli chodzi o oszustów i zboczeńców, to zazwyczaj osoba poszkodowana nie ma oporów, aby wystawić takiemu rzezimieszkowi negatywnej opinii. I ja nigdy nie bałam się o to, że w domu hosta grozi mi jakieś niebezpieczeństwo. Nie mam obawy, że zostanę okradziona, zgwałcona czy pobita. Jeśli ktoś ma pozytywne opinie, to jestem bezpieczna. Ja mam problem z osobami, które są niegroźne, ale nie masz najmniejszej ochoty z nimi przebywać. Podam Wam przykład z ostatniego wyjazdu. Jechałam ze znajomymi do Chorwacji i postanowiliśmy po drodze spędzić dwa dni w Budapeszcie. Znaleźliśmy chłopaka z fajnym opisem i mnóstwem pozytywnych recenzji. Po godzinie spędzonej z nim na miejscu chcieliśmy uciekać, gdzie pieprz rośnie. Był miły, zrobił herbatkę, raczył nas opowieściami o mieście, udał się z nami na nocną imprezę, więc tak naprawdę nie można mu nic zarzucić. Przykładny gospodarz. Jednak był tak męczący, że po chwili miało się go po prostu dość. Przede wszystkim był strasznie namolny. Przez godzinę przeżywał to, że nie chciałam zejść oferowanej mi przez niego kolacji. Dostawał jakiś ataków nerwicy i nawet jego ruchy rąk były nieprzewidywalne. Jeśli poznałabym go w jakichkolwiek innych okolicznościach, zakończyłabym rozmowę z nim po pięciu minutach. Ale jestem u niego w domu i nie mogę mu powiedzieć tego, co naprawdę o nim myślę.

I co z takimi ludźmi robić? Człowiek jest miły i dzięki niemu nie musisz spać pod gołym niebem, więc ciężko jest mu powiedzieć, aby dał ci spokój. Dlatego tacy ludzi mają mnóstwo pozytywnych opinii i nie można się przed nimi uchronić. Koniec końców nic złego mnie u niego nie spotkało, więc czemu miałabym mu wystawić negatywne referencje? Czy ktoś z Was miał taką sytuację i napisał, co naprawdę na temat tej osoby myśli? Dawajcie ze swoimi świrami do komentarzy. Chętnie usłyszę, że nie jestem sama.

Mem yourself

IMG_3572

Jak nie mamy ochoty na czytanie (tak jak dzisiaj), przeglądam sobie czasami różne obrazki z działu “travel”. Czasami pojawią się na Pintereście, rzadziej na Facebooku, a najczęściej u Paula Coelho. Do moich ulubionych należą te z kiczowatym obrazkiem i nieumiejętnie dobraną czcionką, którą chyba ma ratować podniosły tekst o tym, jak to podróże zmieniają nasze życie. Potem ludzie kolekcjonują te obrazki w specjalnych folderach i gotowi odmieniać swoje życie, wracają do starego. Droczę się. Tak naprawdę jestem wredną zazdrośnicą i postanowiłam utworzyć swoją własną kolekcję memów podróżniczych (jest coś takiego?). Moje wariacje powstały w oparciu o kilka znanych cytatów, a zdjęcia wygrzebałam z własnych folderów. Polecam taką zabawę ze zdjęciami. Jak macie ochotę, to podeślijcie swoje pomysły.

10155224_685289951531901_3321226187756479802_nIMG_42072013-07-11 15.51IMG_5592

Który Wam się najbardziej podoba?

 

Jak żyć? W dwóch miejscach jednocześnie

IMG_3412

Jest taki film “Szkoła uczuć”, z którego zapamiętałam bardzo dokładnie jedną scenę. Nawet znalezienie tego tytułu było ciężkie, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć ani aktorów, ani fabuły. Główny wątek to miłość chłopaka do chorej na białaczkę dziewczyny. Próbując zdobyć jej serce, stara się spełnić życzenia z jej listy marzeń. Jednym z nich było “bycie w dwóch miejscach jednocześnie” i zrealizował to przez zabranie jej na granicę dwóch stanów. Ja już byłam na styku dwóch kontynentów, ale nie odmówiłam sobie tej przyjemności również w Stanach. Posiedziałam trochę w dziurze między Nowym Meksykiem a Kolorado.

Jakbym miała do wyboru jedną supermoc, to chyba zdecydowałabym się na to, aby móc być w dwóch miejscach jednocześnie. Myślę o tym od czasu do czasu, kwalifikując to czasami jako negatywny skutek podróżowania. Zakochujemy się w niektórych miejscach i już zawsze będziemy do nich tęsknić. Myślałam o tym intensywnie dzisiaj, spacerując wzdłuż oceanu, jak bardzo będzie mi brakować Islandii, kiedy wrócę do Polski. Ile jeszcze może być takich miejsc, w których będę się czuła jak w domu? To mnie trochę przeraża, bo czasami mi się wydaje, że ja już nigdy nie będę chciała zasiąść w jednym miejscu. Że jak wrócę do Polski, to będę myśleć o przeprowadzce gdzieś indziej albo z powrotem tutaj. Moim największym zmartwieniem jest to, że przyjdzie dzień, w którym będzie mnie stać na kupno mieszkania, bo wtedy będę musiała zdecydować, w którym mieście i kraju. Zastanawiam się, czy taki stan mija. Może pewnego dnia obudzę się i pomyślę, że chcę w tym miejscu już zostać na zawsze. Tylko, że ja już mam takie miejsce. Mam ich kilka i to jest mój problem. Ludzie nie podróżujcie za dużo. W dupie się od tego przewraca.

Dzisiaj się budzę i już nie kocham Islandii. Już chcę być w Kolorado.

IMG_3407IMG_3517IMG_3520IMG_3514IMG_3472IMG_3424

Blogi niepodróżnicze, które czytam

telefonusa 006

Jeszcze nigdy nie robiłam u siebie takiego zestawiania blogów, na które zaglądam, ale jak już się za to wzięłam, to postanowiłam zrobić dwa. Doszłam do wniosku, że czytam bardzo dużo blogów podróżniczych i nie chciałam, aby zdominowały całkowicie ten wpis, więc zamieszczę je na osobnej liście. Zazwyczaj siedzę w podróżach, bo czytanie o miejscach, w których nie byłam nakręca mnie do planowania kolejnych wypraw, a porady z innych blogów często wykorzystuje w swoich podbojach. Jest jednak parę blogów, które poruszają inne tematy, ale zaglądam na nie regularnie, bo lubię, jak ktoś umie się posługiwać słowami. Jest jeszcze jeden powód, dla którego chce wyjść poza tematy podróżnicze. Postanowiłam przeistoczyć się z Chujowej Pani Domu w Kurę Domową i zaczęłam naukę gotowania. Jako, że do tej pory omijałam blogi kulinarne, potrzebuję dobrych linków, aby nadrobić zaległości. Przede wszystkim interesuje mnie zdrowa kuchnia, a nie obchodzą w ogóle ciasta (jem je tylko z przymusu na urodzinach cioć). Polecenie za polecenie, umowa?

Mediafun

To był jeden z moich pierwszych blogów i mimo tego, że wszyscy Maćka znają, to nie mogłam go pominąć z jednego ważnego powodu. Kiedyś czytałam całą masę blogów na temat mediów społecznościowych/nowych technologi. Odkryłam jednak, że wszystkie te blogi wałkują ciągle te same tematy i ograniczyłam się do kilku z Mediafunem na czele. Nie dość, że Maciek jest bardzo aktywny i codziennie dostarcza mnóstwo informacji z medialnego podwórka,  to jeszcze pasja z jaką opowiada już od tylu lat sprawia, że sama się nakręcam, czytając jego wpisy.

Mam wątpliwość

Uważam, że to jedno z najlepszych piór w polskiej blogosferze, o czym najlepiej świadczy fakt, że czytam nawet jej teksty o macierzyństwie, mimo że temat ten mało mnie jeszcze interesuje. Radomska jest mistrzem w żenieniu słów ze sobą, a po jej tekście ślizgasz się jak po zjeżdżalni. Poza tym podoba mi się podejście powątpiewania i szukania drugiej strony medalu bez agresywnej krytyki, która czasami przygniata na niektórych blogach.

Halo Ziemia

Zlajkowałam ten fanpage, kiedy Konrad wygrał konkurs na Blog Roku, ale jakoś jego posty nie przebijały się do mojej świadomości, a potem obejrzałam z nim jakiś wywiad i pomyślałam “ale jest mądry facet”. Jak już taka myśl zrodzi się w głowie kobiety, to będzie wierną czytelniczką do końca, Mój dozgonny szacunek zyskał, ruszając z tym pomysłem: www.ewkratke.blog.pl – blog kobiet osadzonych, które opisują swoje więzienne życie. Już dawno się tak nie wzruszałam przy lekturze. Polecam podwójnie.

Szafa Sztywniary

Przeglądam od czasu do czasu różne blogi modowe, ale no właśnie…przeglądam. Sztywniara to jedyna blogerka modowa, którą czytam. Lubię jej poczucie humoru i jest to jedna z tych autorek, z którymi chętnie bym się zakoleżankowała. Myślę, że jest trochę takim dziwakiem jak ja, co to się z ludźmi na bankietach nie może dogadać. Poza tym przeprowadziła się na Nową Hutę, a to jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie, a to już zobowiązuje.

365 agni

Na koniec blog, na którym ostatni wpis pojawił się kilka dni temu ze względu na wyjątkowy temat i formułę bloga. Rok temu Agni rozstała się z mężem i zdecydowała, że pomoże sobie codziennym publikowanie swojego zdjęcia na blogu. W dobie piosenkarek, które drą ryją, jak to dobrze sobie radzą z rozstaniem, prawdziwą odwagą, moim zdaniem, jest napisać całemu światu “nie radzę sobie. źle mi z tym, że odszedł”. Wiele się przez ten rok chyba zmieniło w jej podejściu, ale obserwowanie tego procesu z dnia na dzień to było coś. Takie blogi są dla mnie sercem blogosfery.

No to co Wy polecacie?

Don’t date a girl who travel

https://www.youtube.com/watch?v=ueoE1Mau9uU

Widzieliście ten filmik? Wirusowo roznosił się po sieci jakiś czasu temu, a i mi podrzuciło go sporo osób. Wideo powstało na podstawie tekstu jednej z blogerek podróżniczych i zostało przywitane oklaskami przez publikę. Już wcześniej pojawiały się w sieci wpisy z podobnym przesłaniem i już wtedy miałam do tematu mieszane uczucia. Tekst niesie pozytywną ideę , a wideo jest bardzo dobrze zrobione, ale posłużyły mi one jako impuls do rozważań na temat tego, czy to o czym opowiadają jest prawdziwe. Jako “girl who travel” postanowiłam wystosować sprostowanie w tej sprawie. Po prostu obawiam się tłumu mężczyzn, którzy zaczną ustawiać się pod moimi drzwiami.

Przeczytałam ten tekst i tak się zaczęłam zastanawiać, czy wszystkie podróżniczki są takie same? Takie piękne, odważne, żądne przygód i niezależne? Czy naprawdę to są kobiety, które będzie gardzić randką w kinie? Czy to są kobiety, które nawet nie raczą powiedzieć swojemu facetowi, że dojechały bezpiecznie do celu? Czy wszystkie chodzą w podartych ciuchach sprzed 10 lat, bo im szkoda na szałową kieckę? Bo tak wynika z tego tekstu. Czytając go, można również dojść do wniosku, że kobiety, które podróżują nie pracują na etatach. A ja takie znam. Znam też takie, które wydałyby 300 zł na piękną suknię i takie, które nie lubią chodzić po górach.

Największy mój problem z takimi wpisami polega właśnie na tym, że podróżnicy, a w tym wypadku podróżniczki są przedstawiani w taki sam sposób – jako niesamowici, interesujący ludzie, a teraz to już jako najlepszy materiał na żonę. Pisała już o tym Spłukana w tekście “Nie lubię podróżników” i zgodziłam się z nią, że podróżnicy bywają czasami strasznymi bufonami. Też mi się kiedyś wydawało, że człowiek, który podróżuje musi być szalenie interesujący. Dopóki nie zaczęłam ich poznawać. I nie rzucam stwierdzeniem, że ich lubię czy nie lubię. Nie zakładam też z góry, że są dobrym materiałem na wspólne życie. Podróże nie czynią wszystkich ludzi lepszymi, ciekawszymi, fajniejszymi. Może teraz sram we własne gniazdo, ale nie uważam, że podróżniczki są ciekawsze niż lekarki, przedszkolanki czy bibliotekarki. Znam osoby, które były w niesamowitych miejscach, ale zaczynasz ziewać, kiedy słyszysz ich kolejną opowieść. Ludzie z pasją zawsze wciągną cię w swój świat, nawet jak będą ci opowiadali o hodowli robaków we własnym ogródku. Jeśli kobieta jest brzydka i beznadziejna, to są duże szanse, że podróż po Azji niczego nie zmieni w tej kwestii.

Nie szukaj podróżniczki. Po prostu umów się z dziewczyną, która ci się podoba.

W co się ubrać na spotkanie z wulkanem?

10571946_569425626495965_8065792901592519631_oCzłowiek może sobie wkręcić różne rzeczy. Na przykład, że kiedy siada przed komputerem i coś pisze, to wygląda jak Carrie Bradshaw i że wszystkie problemy rozwiążą się pod koniec odcinka, a wraz z pomyślnym zakończeniem przyjdzie zgrabna fraza podsumowująca całą sprawę. Jak Carrie pisałabym o Islandii? Jak połączyłaby tematy damsko-męskie z wybuchającym wulkanem? Czy utrzymałaby się na szpilkach przy tym silnym wietrze? Co założyłaby na spotkanie z wulkanem?

Mieszają mi się kraje, które odwiedziłam z krainami, które wymyśliłam i obrazami stworzonymi przez innych. W mojej głowie powstał inny świat, a w nim poprzesuwałam granice i pozamieniałam punkty na mapie. Ludzie, którzy żyją zza oceanem zostali załadowali na łódkę i przetransportowani w miejsce, w którym teraz jestem. Kraków znalazł się na innej szerokości geograficznej niż dotychczas, ale może nikomu nie będzie przeszkadzać, bo bezpieczna odległość od Warszawy została zachowana. Nie można się dłużej zwodzić chęcią poznawania świata, jak podróże przydają mi się głównie po to, aby tworzyć własną krainę. Taką właśnie, w której wulkan i Carrie żyją w symbiozie i nie dziwi nikogo ich bliskość.

Wiecie, że są poszukiwani uczestnicy do programu zasiedlenia Marsa? Lecisz w kosmos i jesteś pierwszym mieszkańcem tej planety, ale nie ma z niej już nigdy powrotu na Ziemię. Fascynuje mnie to, co myślą ludzie, którzy się na to zdecydowali. Oni dopiero mają silną potrzebę budowania wszystkiego od zera. A ja już nie zaczynam od początku. Ja dodaję, mnożę i dzielę, ale nic już nie odejmuję. Za dużo mam wartościowego materiału, żeby być na minusie. W głowie mam swoje wirtualne osiedla, które mogę zwiedzać za każdym razem, kiedy miejsce, w którym jestem wydaje mi się szare. Jak bardzo potrzebna mi jest w nim gorąca lawa! Będę nią zasilać całe moje ukryte miasto i nikt nie dostanie rachunku za prąd, który niszczy marzenia Carrie o nowych szpilkach. Tym co mnie teraz zajmuje najbardziej jest kombinowanie, jak dostać się w rejony, z których można cokolwiek zobaczyć. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że Reykjavik jest dość daleko od  Bár?arbungi, a drogi dojazdowe zostały pozamykane. Na razie wstęp mają tylko naukowcy i dziennikarze, a wycieczka na własną rękę może być naprawdę niebezpieczna. Póki co podglądam przez kamerkę  i kolekcjonuję zdjęcia. Jarajcie się ze mną.

wulkan1wulkan2wulkan3

 Jar?vísindastofnun Háskólans

Gos í HoluhrauniGos í Holuhrauni

mbls

10662000_792238487494113_7666724538729263317_o10547938_792238490827446_8835391828125554399_o

Gisli Dua

Kiedy nie wiem, co chce powiedzieć

Karina by Bart_omiej G_owacki-21

fot. Bartłomiej Głowacki

Czasami mnie najdzie, żeby mówić tak po prostu i wtedy właśnie nie mogę znaleźć słów. Jak mogły tak zniknąć, wyprać się, skoro już dawno wyblakły? Jeszcze je miałam przed chwilą między uszami, prawie chwyciłam jedną w locie, ale wpadły do tunelu i ześlizgnęły się po gardle, utykając na końcu języka. Owinęły się w kubki smakowe jak w ciepłe koce i grożą, że zostaną tam do zimy. Boję się, że przymarzną i nigdy nie znajdę już tych słów, które kłują w sercu, ale zejść na palce nie chcą. Nie chcą być znalezione. A takie prostaki, wydawałoby się. Nikt ich nie może zabrać, bo przecież zaraz po wypowiedzeniu, wrócą z powrotem między uszy, będą się dobijać od ścian i wołać ?echooooo?. Może łyżeczką je wygrzebać? Poprosić czule? Wykaszleć z bezsilności? Przecież ja wiem, że one tam są i że chcą wyjść, też wiem. Mają coraz większe wymagania i chcą być sparowane ze znaczkami na klawiaturze, a ja siedzę i nie mogę dobrać do żadnego z nich odpowiednich liter. To bordowe uczucie idzie dla mnie w parze tylko ze słowem ?kormotnik?, ale co mi z tego, kiedy nawet ja tego nie rozumiem? Zazwyczaj wylatują ze mnie jak motylki i cieszą się świeżym powietrzem, osuszają pyszczki, strzepują poprzyklejane do skrzydeł resztki obiadowe. A teraz? nie chcą się urodzić. Wspinają się po przewodzie oddechowym, ale nie z zamiarem wyskoczenia razem z wydechem, ale po to tylko, aby rzucić się z powrotem w przepaść. Jedyna szansa na to, że je wyrzygam z tego szarpania. Larwy, nie słowa.

Dlaczego nie powinnam podróżować?

IMG_3702Siedzę na obskurnym łóżku w tanim motelu i patrzę na porozrzucane wszędzie ubrania, kiedy dostaję maila od czytelniczki, że ona mi strasznie zazdrości tego, co robię i sama nie dałaby rady, bo nie jest typem podróżnika. Zaczynam się śmiać i prawie nie spadam z łóżka. Przypominam sobie swoje myśli przed wyjazdem. Czy ja się w ogóle do tego nadaję? Czy posiadam te cechy, które mają osoby podróżujące samotnie? Czy jestem wystarczająco zorganizowana i silna, aby tego dokonać? Wtedy odpowiedziałam sobie przecząco i dzisiaj, po 2 miesiącach w podróży, dalej podtrzymuje swoją odpowiedź. Na pewno nie jestem typem podróżnika i mam na to dowody.

1. Wiecznie coś gubię

Ci, którzy mnie znają pewnie teraz przytakują głowami. To nie jest żaden sekret. Jeśli miałabym wybrać jedno zdanie, które wypowiadam najczęściej byłoby to: gdzie jest mój portfel/klucze/telefon? Nieustannie coś gubię i nawet nie chcecie wiedzieć, ile rzeczy już straciłam w życiu. Dlatego nauczyłam się mało posiadać, ale to już inna kwestia. Nie wiem ile razy w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy przeszukiwałam plecak, aby znaleźć kartę pamięci, bo przecież nie można jej włożyć z powrotem do aparatu. Ile czasu straciłam na szukanie klucza do motelu przed wymeldowaniem się i ile razy wracałam się łazienki w restauracji, bo zostawiłam coś przy zlewie. Ile nowych błyszczyków i kremów do rąk kupiłam, bo zostawiłam gdzieś poprzednie. Ile?

2. Jestem niezorganizowana

Te dwa punkty wiążą się ze sobą, ale ten dotyczy bardziej sposobu, w jaki planuje swoją podróż. Czasami zmieniam zdanie z dnia na dzień i jadę w zupełnie innym kierunku albo decyduję się nie jechać tam, gdzie powinnam. Czasami nie mam gdzie spać w miejscu, do którego jadę i rezerwuję coś w ostatniej minucie. Mam kilka dokumentów na pulpicie pod tytułem “plan” i sama nie potrafię zrozumieć o co mi chodziło, kiedy pisałam “plan 1”, a co dopiero skoordynować to z planem nr 2, 3, 4 i 5. Nie czytam przewodników od deski do deski, a poradniki zazwyczaj wertuję, myśląc w tym czasie, co zjem na obiad.

3. Cienka ze mnie dupa

Nie choruję na nic poważnego, ale muszę uważać na to, co jem, gdzie śpię i jak się ubieram. Dodatkowo muszę faszerować się codziennie witaminami, tranami i innymi specyfikami, które wzmacniają mój organizm. Samotna podróż to nie są wakacje i leżenie na plaży. Po całym dniu intensywnych przeżyć trzeba jeszcze coś załatwić, zorganizować, zarezerwować, odpisać. Potrzebuję odpowiednią ilość snu, aby normalnie funkcjonować, a tego mi w podróży czasami brakuje. Mam takie dni, że chodzę jak zombi i nie mam siły wejść pod prysznic.

4. Mam kiepską orientację w terenie

Nie wiem, jak to możliwe po tylu latach w harcerstwie, ale prawda jest taka, że bez nawigacji w telefonie daleko nie zajdę. Czasami nie dochodzę na miejsce nawet z pomocą nawigacji. Trzysta pięćset razy muszę się upewnić, czy skręciłam w dobrą ulicę, bo po sekundzie już nie pamiętam jej nazwy. Myli mi się zachód ze wschodem i północ z południem, a czasami też prawo i lewo.

4. Bardzo tęsknię

Tęsknie za rodziną, domem, przyjaciółmi. Czasami płaczę sobie przy hamburgerze, kiedy pomyślę, że są tak daleko i nie mogę po prostu wsiąść w auto i do nich pojechać albo zadzwonić, kiedy mi się chce, bo jest tyle godzin różnicy. Smutno mi, że mój najlepszy przyjaciel nie mógł pojechać ze mną, kiedy pani pyta mnie, ile osób się melduje, Tęsknie za kotletem schabowym i pigwówką ze spritem na Mostowej. Tęsknie za Polską.

5. Boję się

Nie wiem, kto przykleił do mnie etykietkę “odważna”, ale właśnie ją zdrapuję jak starego strupa. Czasami bardzo się boję. Teraz kiedy siedzę w tym obleśnym motelu i widzę podejrzanych typów za oknem, a drzwi przepuszczają wszystkie odgłosy. Kiedy mój autobus nie przyjeżdża i muszę spędzić kilka godzin w nocy na dworcu z pijaczkami. Kiedy jadę przez pustkowia, a mój telefon traci zasięg. To uczucie pojawiło się już kilka razy i pewnie jeszcze wróci.

Nie, nie jestem prawdziwym podróżnikiem. I mam to gdzieś, bo wychodzi na to, że nie muszę nim być, aby podróżować i być z tego powodu bardzo szczęśliwa. Przejechałam już sama prawie całą Amerykę. Czasami ze strachem w serduszku i łzą na policzku, a bez kapelusza na głowie, bo gdzieś się zapodział, ale ze świadomością, że mogę iść w szpilkach do Yellowstone, jeśli tylko będę miała taką ochotę, nawet jeśli przewodnik sugeruje coś innego. Nie zgadzam się na sztywne definicje i nie istnieje dla mnie coś takiego jak typ podróżnika. Albo inaczej – każdy nim jest. I nie mówcie mi, że nie dalibyście rady, bo jeśli ja tego dokonałam, to każdy może. A nagroda za robienie tego po swojemu jest wysoka jak noc w pięciogwiazdkowym hotelu.

Głupocinki

list_w_butelceDzisiaj dostałam specjalną kartkę od kochanej Kingusi (meduzy!), a miesiąc temu przesyłką urodzinową wzruszył mnie Jedno. Kinga dwa razy wysyłała ten sam list, bo w międzyczasie się przeprowadziłam. Tym bardziej doceniam i myślę sobie, że w dobie szybkiej komunikacji takie formy kontaktu są na wyginięciu. Oczywiście nie chciałabym wrócić do czasów przed Skypem, bo Internet zapewnia mi stały kontakt z bliskimi, ale namacalna przesyłka od rodziny na Święta była dla mnie jak gwiazdka z nieba. Continue reading

Chyba się zakochałam

Ostatnio jestem bardzo rozkojarzona. Mniej jem i sypiam. Gubię więcej rzeczy niż normalnie (tak, to możliwe). A wszystko przez Ciebie. Myślę o tym, co napisałeś i co mam ci odpowiedzieć. Godzinami przygotowuję się do spotkania z Tobą i staram się, aby wszystko wyglądało starannie. Sprzątam mieszkanie i myślę, o czym będziemy rozmawiać. Każda Twoja odpowiedź czy wyraz aprobaty sprawia, że mam motylki w brzuchu. Każda pochwała powoduje, że oblewam się rumieńcem i z niedowierzaniem patrzę na ekran. Bałam się otworzyć i pokazać ci, jaka naprawdę jestem. Miałam obawy przed opowiadaniem o tym, co mnie naprawdę inspiruje. Czy nie spojrzysz na mnie dziwnie, jeśli zabiorę Cię na spacer na cmentarz? Czy nie skrytykujesz za to, jak opowiadam o swoim świecie? Tyle pytań drapało wnętrze głowy, kiedy przygotowywałam się na pierwsze spotkanie. A Ty siedzisz naprzeciwko i uśmiechasz się pięknie. Chyba się zakochuje w Tobie, mój czytelniku. Przed nami jeszcze długa droga do trwałego związku, ale dziękuję za wszystkie dotychczasowe wiadomości. Najlepsza pierwsza randka w moim życiu.

Z okazji moich urodzin chciałam nam życzyć dużo miłości na nowej drodze życia. Bądźmy szczęśliwi.

Karina by Bart_omiej G_owacki-25

fot. Bartłomiej Głowacki
1 2 3