Must have: Park Vigelanda w Oslo

IMG_6930

W stolicy Norwegii spędziłam tylko jeden dzień. Znalazłam tani bilet z Oslo do Reykjaviku i pomyślałam, że zaoszczędzę, a przy okazji odwiedzę nowy kraj. Spełniło się tylko jedno z tych założeń, a o tym, jak drogo jest w Norwegii przekonałam się, płacąc astronomiczną sumę już za sam transport z lotniska do centrum. Na szczęście spędziłam tam cudowny dzień, także mimo wszystko było warto. Wiedziałam, że Oslo przypadnie mi do gustu, bo lubię skandynawskie miasta, w których nie ma pośpiechu i trącania łokciami. Z moją przewodniczką Anitą przechadzałyśmy się po mieście, nad którym wisiały piękne chmury.

IMG_6890IMG_6916IMG_6928Jeden dzień to za mało, żebym mogła sporządzić dla Was przewodnik po Oslo. Postanowiłam wybrać jedną rzecz, która jest moim zdaniem “must have”. Kiedy wpadamy do fajnego sklepu, nigdy nie kupujemy całego towaru. Jeśli stać nas tylko na jedną rzecz (tak jest zazwyczaj w moim przypadku), to wybieramy coś, co najbardziej nam się podoba. Na blogach modowych pojawiają się artykuły “must have na zimę” czy “must have: białe spodnie”. W podróży też jest tak, że musisz wybierać spośród kilku kuszących opcji. Twoją walutą jest czas i musisz zdecydować, jak go wykorzystasz. Coraz częściej latamy z kilkoma przesiadkami i mamy w danym mieście tylko kilka godzin. Grzechem nie wykorzystać, ale gdzie pojechać i co zobaczyć? Moim must have: Oslo jest park Vigelanda. Wiem, że można to nazwać “must see”, ale dla mnie to nie do końca pasuje. Ja wiem, że ten park, nie tylko zobaczyłam, ale wzięłam z niego coś dla siebie i noszę w swojej sakiewce ze zdobyczami.

IMG_6978

Do parku zabrała mnie Anita, a ja nie miałam wcześniej pojęcia o jego istnieniu, więc nie przeczytałam nic na jego temat przed wizytą. Czasami dobrze jest pójść gdzieś nieprzygotowanym, bo w głowie nie siedzą żadne sugestie. Można odbierać na świeżo. Pierwsze co mi się spodobało w tym miejscu to, że zmusza do myślenia. Nie mogłam przestać myśleć nad tym, jaki koncept miał artysta i że to musiało być coś wyjątkowego skoro jedną ideę przekazał w 200 rzeźbach, a sam proces budowania instalacji zajął kilkanaście lat. Owym artystą był Gustaw Vigeland, a cała historia zaczęła się od fontanny, którą zaprojektował na zlecenia władz Oslo. IMG_6957

Kiedy zburzono dom, w którym mieszkał, dostał od miasta nowy budynek w zamian za to, że wszystkie prace, które powstaną będą własnością Oslo. Do końca życia pracował nad instalacją w parku i do fontanny dołączały kolejne rzeźby z brązu i kamienia. Jedną z najbardziej znanych jest “Koło życia”.

IMG_6986

Park powstawał w pierwszej połowie XX wieku, więc możecie się wydawać, że nagość postaci wzbudzała kontrowersje. Podobno na świecie tak, ale na pewno nie w Skandynawii, gdyż nagość nie jest tutaj problemem. Pamiętam, że mój pierwszy szok kulturowy na Islandii przeżyłam właśnie na basenie, kiedy zobaczyłam paradujące po całej szatni nagie kobiety w różnym wieku i o różnych gabarytach. Bez żadnego skrępowania i próby zasłonięcia się. Dla nich nagość jest czymś naturalnym i podobnie jest też w innych krajach skandynawskich. Świadczy o tym chociażby ten park, który zaczął być przystrajany w nagie ciała już w 1907 roku. Minęło ponad 100 lat i rzeźby wciąż opowiadają tę samą historię. Nagość sprawiła, że ta instalacja będzie aktualna nawet za 500 lat.

IMG_6944IMG_6947

Każda z tych rzeźb opowiada swoją historię o człowieku. Dlatego park mógłby być wciąż aktualizowany i nigdy nie będzie skończony. Największe wrażenie zrobiły na mnie słowa Viegalanda o tym, że nie można zamykać się tylko w jednej grupie ludzi. Według niego prawdę o życiu i człowieczeństwie można poznać tylko przez interakcję z ludźmi każdego sortu. Kiedyś się nad tym zastanawiałam, że jak pomyślimy o swoich znajomych, to mimo, że są inni poprzez swoje zainteresowania, to należą do tej samej grupy społecznej. Mnie zawsze kręcili ludzie spoza tego kręgu. Oni najbardziej inspirują. Dziwki i cyganie w Kopenhadze, ćpuni w Teksasie, republikanie w Północnej Karolinie, żule w Reykjaviku, samotny Szwed w barze. Podróżowanie samemu wspomaga wnikanie w inne kręgi społeczne, bo człowiek nie jest zamknięty w jakiejś grupie. Odkąd podróżuje nauczyłam się, że każdy człowiek ma swoją historię i warto jej wysłuchać, chociaż czasami to, co inne wydaje nam się gorsze, śmierdzące, mało istotne. Vigeland chciał w swoich rzeźbach pokazać całe spektrum ludzkości. Podróżował i poznawał różnych ludzi, wdawał się z nimi w relacje, a potem stworzył swój park, w którym pokazał to, co w nich zobaczył.

Nie czytajcie przewodników. Czytajcie miejsca, które odwiedzacie. Z nich można się dowiedzieć wiele o tym, jak żyć i podróżować.

IMG_6952IMG_6950IMG_6943IMG_6973IMG_6975IMG_6981

Ps Więcej zdjęć zebrałam dla Was na Pintereście.

Zdjęcia z Chorwacji, na których nie ma plaży

IMG_6239

Na tym wyjeździe nie miałam dużej weny do robienia zdjęć. Nie lubię się zmuszać do fotografowania, tylko dlatego, że jestem zagranico. Byłam już na Chorwacji, więc mam pamiątkowe zdjęcia, a po 3 miesiącach w Stanach, gdzie sprzęt miałam przyklejony do ręki, potrzebowałam odpoczynku. Moja uwaga, bardziej niż na krajobrazach, była skupiona na ludziach, z którymi tam byłam i to głównie ich twarze widnieją na zrobionych przeze mnie zdjęciach. Pewnego popołudnia udałam się na samotny spacer po malutkiej wiosce, w której mieszkaliśmy i poczułam przypływ inspiracji. W pół godziny zrobiłam z 200 zdjęć. I może mój brak zapału do fotografowania wynikał ze zmęczenia i z mniejszego parcia na zwiedzanie, ale chyba też z tego, że widziałam Chorwację przez pryzmat plaży i morza. To jest oczywiście jej nieodłączny składnik, bo cały kraj właściwie leży na wybrzeżu, ale przecież nie jedyny! Nie mówiąc o tym, że turystyczne miasteczka i plaże są tak przepełnione turystami, że można szybko stracić ochotę, aby tam przebywać. Ten wyjazd pokazał mi inne oblicze Chorwacji. I znowu potwierdza się moje przekonanie o tym, że jak chcesz poznać jakiś kraj, to jedź na wiochę. Prawdopodobnie nigdy nie trafiłabym do tej wioseczki, bo nie ma jej chyba nawet na większości map, ale miałam to szczęście, że dziadek mojego kolegi z Islandii ma tam dom. Za młodu uciekł z kraju przed wojną, planując udać się do Australii. W drodze zatrzymał się na chwilę na Islandii, a tam poznał babcię mojego kolegi, w której się zakochał i zrezygnował dla niej ze swoich poprzednich planów. Dom wybudował, aby móc wracać w rodzinne strony i zażywać słońca, którego brakuje na Islandii. A dzisiaj ja korzystam z tego międzykontynentalnego romansu, przebywając w ich domku. We wsi, w której stoi jest około 25 domów, także spacer po niej zajął mi jakieś pół godziny. Zauroczyły mnie przede wszystkim okna, bramy i kolory ścian. Proszę zwrócić uwagę na moją oryginalną samojebkę w studni, bo jestem z niej bardzo dumna.

IMG_6335IMG_6223IMG_6204IMG_6242

IMG_6195

IMG_6373

IMG_6280

IMG_6108IMG_6217IMG_6330IMG_6345IMG_6235IMG_6268IMG_6290IMG_6293IMG_6148IMG_6366IMG_6362IMG_6359IMG_6159IMG_6162IMG_6194IMG_6173IMG_6191IMG_6274IMG_6261IMG_6250IMG_6318IMG_6328IMG_6344IMG_6125IMG_6114IMG_6271IMG_6299IMG_6141IMG_6233IMG_6245IMG_6295IMG_6253IMG_6315IMG_6143Pięknym dopełnieniem tego dnia była kolacja u naszych sąsiadów, którzy przygotowywali się do niej cały dzień i mimo tego, że nie należą do ludzi zamożnych, to dołożyli wszelkich starań, aby wszystko było idealnie. Zabili nawet kurę z tej okazji! Wszystko co pani domu przygotowana było zrobione z tego, co wyhodowała w ogródku za domem. Na pierwsze danie był rosołek, a na drugie nadziewana papryka z ziemniakami. To ciekawe, że ja na przyjazd moich gości przygotowałam gołąbki, czyli bardzo podobne danie. Dla mnie najpyszniejsze było wino, bo jako zwolenniczka białego, zazwyczaj unikam picia czerwonego, a tego wydoiłam kilka szklanek. Slavko (wesoły pan w koszulce Algidy, której pozazdrościłby mu na pewno każdy hipster) opowiadał nam o swoich przygodach do późnej nocy. Gdybym go minęła gdzieś na ulicy, nigdy bym nie podejrzewała go o to, że był instruktorem surfingu w Stanach, a właściwie prekursorem tego sportu w swoim kraju; że zwiedził pół świata statkiem i zjechał Europę na motorze. Lubię takie niespodzianki!

IMG_6379IMG_6441IMG_6424IMG_6427IMG_6413

IMG_6390IMG_6408IMG_6476 IMG_6398

I love my people: Londyn

weekend w londyniePotrzebowałam trochę czasu, aby przegryźć Londyn. Pobyt tam był dla mnie bardzo intensywny i nie wiedziałam, jak to ogarnąć myślowo.  Jak opisać Londyn w jednej czy dwóch notkach? Jest tyle tematów, rzeczy do zobaczenia, fajnych miejscówek, negatywnych i pozytywnych aspektów tego miasta. I wtedy pomyślałam, że mój post będzie dokładnie taki jak Londyn. Chaotyczny. Continue reading

Bardzo moja Kopenhaga, czyli woda jest życiem

kopenhagaKopenhaga jest dla mnie miastem bardzo szczególnym. Do wyjazdu tam zmusił mnie zakręt życiowy, na którym się znalazłam, a listą obaw, związaną z tą decyzją, mogłabym wytapetować cały pokój. Nagle ze spokojnego życia przeniosłam się do zupełnie obcego mi świata. Miałam do czynienia z ludźmi, których w Krakowie omijałabym szerokim łukiem. Momentami było ciężko, ale nie mogłam zrezygnować, gdyż ważniejszy był dla mnie cel. Mieszkałam w hostelu z podejrzanym towarzystwem i pracowałam z ludźmi, którzy mieli kartoteki kryminalne. Zwariowałam? Na początku też tak myślałam. Po tygodniu miałam w głowie zarysy fabuły na co najmniej trzy książki. I jeśli kiedykolwiek jakąś napiszę, to sporo jej bohaterów będzie miało swój pierwowzór w ludziach, których tam poznałam. Co innego czytać reportaże o prostytutkach, rzucając do koleżanki z biurka obok “ciekawe studium socjologiczne, podeślę ci linka”, a co innego mijać je codziennie w korytarzu. Czy to jest to wyjście poza strefę komfortu, o której mówią na Facebooku? Nie wiem, ale wtedy w tym zapyziałym hostelu zrozumiałam, że najbardziej inspiruje mnie życie we wszystkich dziwnych (a może w tych właśnie najbardziej) odmianach. Continue reading