Do you believe in hidden people? (video)

uktyci-ludzie-islandiaChciałam się z Wami podzielić filmikiem, który stworzyłam we współpracy z dwoma zdolnymi chłopakami – Kubą i Marcinem. Mieliśmy podobne zdanie na temat kręconych na Islandii filmików, które zazwyczaj są slajdowiskiem zdjęć pięknych widoczków z nastrojową muzyką w tle. Po obejrzeniu jednego, dwóch, trzech, jesteś zdumiony naturą i pięknem tego miejsca, ale po setnym ujęciu zaczynasz ziewać. Chcieliśmy zrobić wideo, które opowiada jakąś konkretną historię, inspirowaną Islandią. Jednym z tematów, które nas fascynują, są tzw. hidden people, czyli ukryci ludzie, w których istnienie wierzą miejscowi. Jakiś czas temu w europejskich mediach było dość głośno o wstrzymaniu budowy drogi przez Islandczyków ze względu na ochronę elfów, które rzekomo zamieszkują to miejsce. Jak to jest naprawdę? Czy Islandczycy rzeczywiście wierzą w to, że ktoś oprócz nich zamieszkuje tę wyspę? Jeśli tak, to dlaczego? Zobaczcie film i koniecznie powiedzcie mi, co o tym myślicie. Continue reading

Za górami, za rzekami, czyli wizyta na islandzkiej farmie

IMG_7229

W październiku (chyba wtedy, bo z moją pamięcią do dat bywa różnie, czasami dzwonię do kolegi z pytaniem który jest rok, bo cały czas mi się wydaję, że 2012) wybrałam się autostopem na południe Islandii, aby odwiedzić urzędujących tam wtedy Ewę i Artura, których być może kojarzycie z Mini Iceland. Ja znałam ich wtedy jeszcze tylko z sieci, ale podjęli to ryzyko, że mogę okazać się psychopatką i przyjęli mnie pod swój dach. Dach ten przykrywa dom na farmie Hunkubakkar, która należy do rodziny Islandczyków, mieszkających tam na pewno od stuleci, bo przodkowie obecnego właściciela byli tam w czasie wybuchu wulkanu Laki w XVIII wieku. Continue reading

Jak wyglądają Islandczycy

Obiecałam Wam (sobie też), że postaram się częściej fotografować ludzi. Foldery z widokami już pękają w szwach i nawet nie chce mi się już do nich zaglądać. Twarz jest dla mnie nowością. Człowieka trzeba zaczepić, zapytać, ustawić, powiedzieć mu, dlaczego robi się to zdjęcie. Cały proces jest o wiele bardziej skomplikowany niż fotografowanie Esji. Ona nie kaprysi i nie idzie za szybko, nie onieśmiela i nie trzeba nawet z nią rozmawiać. Początki zawsze są ciężkie, ale skorzystałam z okazji, że odwiedziła mnie Kinga – zdolna dziewczyna z aparatem i ładnym płaszczem i zaciągnęłam ją ze sobą na ulicę. Wiedziałam, że zdjęcia będą dobre, więc teraz tylko kwestia wyłapania i zatrzymania ludzi. Powiem Wam, że nie jest łatwo znaleźć Islandczyków na ulicy w ciągu dnia. W tych godzinach pracują albo jeszcze śpią, więc głównie mijałyśmy turystów. Na szczęście na ulicach są sklepy, a w nich ekspedientki. One poruszają się zdecydowanie wolniej niż ludzie na ulicy, więc łatwiej jest poprosić je o zdjęcie. Continue reading

Muzyka z Wysp Owczych

"muzyka wyspy owcze", "sakaris"

W niedzielę zakończył się Iceland Airwaves – festiwal muzyczny, który odbywa się w Reykjaviku już od kilku lat. To dla mnie bardzo szczególne wydarzenie, bo pierwszy raz przyjechałam na Islandię właśnie na Airwaves. Chyba nie mogłam mieć lepszego początku znajomości z wyspą. Spędziłam intensywny tydzień, zwiedzając Reykjavik, poznając ludzi, a na koniec upiłam się z Patrickiem Wolfem. Wtedy to był dla mnie szok, że znany artysta przychodzi do baru, w którym bawię się ze znajomymi. Teraz wiem, że taki po prostu jest ten festiwal. Miasto jest małe, kawiarni i barów tyle, co na jednej ulicy w Krakowie, więc wszyscy spotykają się w tych samych miejscach. Skraca się dystans między artystą a publiką, szczególnie na koncertach, które odbywają się małych kawiarniach czy sklepach. Continue reading

Street art Reykjavik 3

IMG_7685

To graffiti odzwierciedla mój obecny stan. Jestem w trakcie przeprowadzki do mieszkania, które trzeba odnowić, odmalować, posprzątać. Mamy na głowie gościa z Airbnb, którego wcisnęła nam właścicielka mieszkania, a wszystko jest w całkowitej rozsypce. Helga (tak ma na imię nasza kochana właścicielka) wpada zawsze na 5 minut i wygląda jak pijana. Brakuje światła w kilku pokojach i wielu innych rzeczy, ale za to mam mam szafkę do rozmowy przez telefon stacjonarny. Ciągle gubię swoje rzeczy, internet rozłącza się co godzinę, a w między czasie jest Iceland Airwaves, więc ściągam uwaloną farbą koszulkę i lecę na koncert. Mieszkanie jest stare i mają w nim miejsce absurdalne sytuacje, które sprawiają, że czuję się jak postać w dramacie Mrożka. Wyobraźcie sobie na przykład gotowanie gulaszu w trakcie malowania kuchni. Nie mam garnka, więc robię go w jajowatej rynnie na dwóch palnikach. W między czasie wpadam na świeżo wymalowany stolik i tracę ulubioną bluzę na zawsze. Szukam sztućców, chochli, patelni po 10 minut na jedną rzecz, przez co gulasz robi się jakieś 4 godziny. Brakuje miski, w której można robić placki ziemniaczane, więc koleżanka idzie do sklepu po ciasta cynamonowe, aby użyć opakowania jako miski. Ja zdążę jeszcze złapać doła, że gulasz nie wyjdzie, więc już w ogóle dramat w trzech aktach. Continue reading

Street art Reykjavik 2

Jest piątek, jest obiecana druga seria “Reykjavik street art”. Ostatnio pokazałam Wam prace, które znajdują się niedaleko mojego domu, czyli przy głównej ulicy Laugavegur. Postanowiłam trzymać się tego klucza i w każdej odsłonie prezentować Wam graffiti z konkretnych dzielnic. Odkryłam genialną funkcję miejsc na Pintereście, więc mogę tam oznaczać, gdzie znajduje się każde graffiti. Niestety ta mapa nie jest taka dokładna, więc nie mogę wskazać konkretnego adresu, ale jak będziecie szukać, to wiecie mniej więcej na jakiej ulicy. Continue reading

Czy warto jechać zimą na Islandię, czyli okołobiegunowy lajfstajl

1016465_774018819325680_8925038433672232158_n

Mija kolejny słoneczny dzień i ciągle nie mogę uwierzyć, że taka pogoda się utrzymuje. Budzę się następnego ranka, wyglądam za okno i widzę Reykjavik pokryty białym puchem. Nie wierzyłaś, to masz! Islandia śmieje mi się w twarz. Co z tego, że jest październik? Mój kalendarz mówi, że zima ma przyjść najwcześniej w listopadzie. Teraz śmieje się całe koło podbiegunowe. Wchodzę do łazienki, zalało mi całą podłogę, więc przecinam przyjemną poranną ciszę serią ostrych przekleństw i próbuję zatamować przeciek. Włączam ogrzewanie na maksymalną moc i czekam aż zrobi się cieplej. Nie zdążę skończyć porannej kawy, a w mieszkaniu już jest sauna, wiec otwieram okno, żeby wpuścić trochę powietrza, ale ono zamiast delikatnie wejść do środka, uderza z półobrotu w twarz. Po dziesięciu sekundach wietrzenia znowu włączam ogrzewanie. Robię sobie śniadanie i wszystko, żeby nie opuszczać domu, ale w końcu zmuszam się do wyjścia. Continue reading

Street art Reykjavik 1

2013-09-24 15.20.42Postanowiłam, że sfotografuję każdy mural w Reykjaviku, bo przez to, że są moją codziennością zawsze wydaje mi się, że mam na to czas. A skąd ja wiem, ile go mam? Być może na dzisiejszej imprezie wypatrzy mnie jakiś producent filmowy i zabierze do Holywoodu, abym robiła karierę. I już nie będzie czasu na łażenie po Reykjaviku i fotografowanie ścian. Teraz albo nigdy (dobra porada życiowa i tytuł filmu też). A że w piąteczek za dużo czytać nie można, to będę Wam serwować przed każdym weekendem porcję upolowanych obrazków z Reykjaviku, a czasami i z innych części Islandii.

Na pierwszy rzut idzie mój ulubiony park w Reykjaviku, który niestety został zlikwidowany w tamtym roku.IMG_45692013-03-20 11.12.29

2013-02-27 14.15.14

IMG_6380

Zaraz obok jest ten szczyt góry, który na szczęście się uchował, chociaż teraz jest przysłonięty jakimiś dyktami.

IMG_4583

Na głównej ulicy (Laugavegur) jest instrukcja wiązania krawatu.

IMG_0595Przy Hlemmurze (głównym dworcu autobusowym w centrum) znajdziecie jeden z moich ulubieńców. 2013-03-18 15.20.15

Orła widzę z okien mojego salonu

IMG_0610A grzybka z balkonu

10622756_767173966676832_3704487716924998154_nTo są boczne uliczki Laugavegur. W Reykjaviku warto zaglądać w różne szczeliny czy na tyły budynków, bo tam zazwyczaj kryje się jakiś obrazek. Ostatnio kolega pokazał mi ciekawe obrazy na ścianach parkingu, który mijałam już z tysiąc razy, ale nigdy bym nie pomyślałam, że tam może być coś poza samochodami.

IMG_0713IMG_0601IMG_056310648424_770178883043007_5467994190065977365_o

To kilka z obrazków, które mam na wyciągnięcie ręki, nogi. Więcej wkrótce!

Autostop na Islandii

autostop na Islandii

W ostatni weekend wybrałam się autostopem do Hunkubakkar – farmy, która leży na południu Islandii, ok. 250 km od Reykjaviku, w którym mieszkam. O moim pobycie tam opowiem Wam w innym poście, a dzisiaj postanowiłam naskrobać coś o autostopie, bo wiele osób planuje w taki sposób zwiedzić wyspę, aby zmniejszyć dość wysokie koszty, jakie wiążą się z wyprawą na Islandię. Ja podróżuję po wyspie samochodem, ale tym razem jechałam na wycieczkę sama, więc wypożyczenie było za drogie. Wszyscy mi zawsze powtarzali, że Islandia to raj dla autostopowiczów, ale miałam na koncie jedno nieudane podejście w tamtym roku i jakoś się zniechęciłam do tej formy podróżowania. Potem poczytałam o islandzkich przygodach Eve Marie i stwierdziłam, że jak wrócę na wyspę, to spróbuję szczęścia na drodze jeszcze raz. W końcu Islandia jest chyba jedynym krajem, w którym nie boję się łapać stopa sama. Wiem, że są ludzie, którzy podróżują w taki sposób samotnie po całym świecie i nic im się złego nie przydarzyło, ale to jest jedna z tych rzeczy, które ja się po prostu boję robić sama. Boje się wszędzie poza Islandią, bo jest to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na tej planecie, więc jeśli zastanawiasz się nad stopowaniem tutaj, to mogę zachęcić z czystym sumieniem. Polecam założyć złote gacie, które zwiększają szansę na podwózkę i sprawiają, że czujesz się jak złota rybka, która spełnia życzenia. Ja sobie zażyczyłam, aby pogoda mi dopisała i w piątek obudziło mnie piękne słoneczko (ej w sumie, jak jest brzydka pogoda, to słońce dalej jest piękne tylko go nie widać, co nie?). Po drodze mogłam się rozkoszować jak jego promienie odbijają się od mchu, a powiem Wam, że mech jest najpiękniejszym odblaskiem, jaki moje oczy widziały.

autostop na Islandii

Pierwszy samochód zatrzymał się po minucie. Nie zdążyłam nawet wyciągnąć mojej karteczki z plecaka, a już siedziałam na pokładzie samochodu kapitana, który jechał do portu na statek. Podwiózł mnie tylko kawałek, więc już po chwili znowu byłam na drodze, ale tylko na 5 sekund, bo zatrzymał się pierwszy samochód. Niestety pan nie mówił po angielsku, więc jechaliśmy sobie w ciszy. Od czasu do czasu rzucał islandzkie nazwy miast czy wulkanów. Wyrzucił mnie za Selfoss i tam czekałam najdłużej, bo aż całe 10 minut i to głównie dlatego, że przejechały w tym czasie 4 samochody. Tym razem z pomocą przyszli mi turyści, którzy zatrzymywali się co chwilę na pstrykanie fotek. Dzięki tym przystankom wzbogaciłam się o parę nowych widoczków. autostop na Islandii

Na koniec trafiłam na dwóch panów z Wielkiej Brytanii, którzy przyznali się, że Islandia jest ich lekarstwem na kryzys wieku średniego. Zostawili w domu żony i pojechali szukać zorzy polarnej. Po drodze zatrzymaliśmy się w Viku i poszłam z nimi na czarną plażę. Widziałam ją już wiele razy, więc tym razem musiałam sobie pokolorować, żeby mi się nie znudziła.

autostop na Islandiiautostop na Islandii

Panowie się bardzo zdziwili, że zostawiłam plecak w samochodzie, kiedy poszłam po kawę na stację. Powiedziałam im, że sama wszystko gubię, więc nie potrzebuję, aby mnie nikt okradał, po czym zostawiłam czapkę w ich aucie (chyba podświadomie chciałam im udowodnić,  że nie kłamię). Następnego dnia siedzę przy śniadaniu z moim gospodarzem, a ktoś puka do drzwi i pyta, czy jest tutaj Karina. Panowie przyjechali specjalnie, aby oddać mi moją czapkę!

Droga powrotna była jeszcze łatwiejsza, bo nawet nie musiałam wychodzić na drogę, aby złapać stopa. Jeden z gości, który nocował na farmie zgodził się mnie wziąć ze sobą do Viku, gdzie jechał kręcić ujęcia do swojego filmu, a stamtąd zabrali mnie rybacy prosto do Reykjaviku. Potem się okazało, że kierowca jest nie tylko rybakiem, ale również pastorem. Panowie tłumaczyli mi, gdzie najlepiej jechać na połowy i co zobaczyć w Norwegii oraz podwieźli mnie pod sam dom. W sobotę spadł śnieg, więc za oknem było już bialutko.autostop na Islandii

Z Reykjaviku

Kiedy pierwszy raz łapałam stopa, to stanęłam na jednym z przystanków w centrum miasta i nikt się nie zatrzymał. Radzę więc podjechać autobusem na przystanek wyjazdowy. Jeśli chcesz jechać na południe, musisz udać się do miejsca, które nazywa się Nor?lingaholt. Z centrum dojeżdża tam autobus numer 5. Jeśli chcesz jechać na północ, wtedy trzeba udać się do  Mosfellsb?r, gdzie bezpośrednio z głównego dworca autobusowego (Hlemmur) dojeżdża busik numer 6. Można stamtąd potem podjechać sobie jeszcze dalej np. 57, a wszystko jest ładnie pokazane na tej mapie.

W co się ubrać na spotkanie z wulkanem?

10571946_569425626495965_8065792901592519631_oCzłowiek może sobie wkręcić różne rzeczy. Na przykład, że kiedy siada przed komputerem i coś pisze, to wygląda jak Carrie Bradshaw i że wszystkie problemy rozwiążą się pod koniec odcinka, a wraz z pomyślnym zakończeniem przyjdzie zgrabna fraza podsumowująca całą sprawę. Jak Carrie pisałabym o Islandii? Jak połączyłaby tematy damsko-męskie z wybuchającym wulkanem? Czy utrzymałaby się na szpilkach przy tym silnym wietrze? Co założyłaby na spotkanie z wulkanem?

Mieszają mi się kraje, które odwiedziłam z krainami, które wymyśliłam i obrazami stworzonymi przez innych. W mojej głowie powstał inny świat, a w nim poprzesuwałam granice i pozamieniałam punkty na mapie. Ludzie, którzy żyją zza oceanem zostali załadowali na łódkę i przetransportowani w miejsce, w którym teraz jestem. Kraków znalazł się na innej szerokości geograficznej niż dotychczas, ale może nikomu nie będzie przeszkadzać, bo bezpieczna odległość od Warszawy została zachowana. Nie można się dłużej zwodzić chęcią poznawania świata, jak podróże przydają mi się głównie po to, aby tworzyć własną krainę. Taką właśnie, w której wulkan i Carrie żyją w symbiozie i nie dziwi nikogo ich bliskość.

Wiecie, że są poszukiwani uczestnicy do programu zasiedlenia Marsa? Lecisz w kosmos i jesteś pierwszym mieszkańcem tej planety, ale nie ma z niej już nigdy powrotu na Ziemię. Fascynuje mnie to, co myślą ludzie, którzy się na to zdecydowali. Oni dopiero mają silną potrzebę budowania wszystkiego od zera. A ja już nie zaczynam od początku. Ja dodaję, mnożę i dzielę, ale nic już nie odejmuję. Za dużo mam wartościowego materiału, żeby być na minusie. W głowie mam swoje wirtualne osiedla, które mogę zwiedzać za każdym razem, kiedy miejsce, w którym jestem wydaje mi się szare. Jak bardzo potrzebna mi jest w nim gorąca lawa! Będę nią zasilać całe moje ukryte miasto i nikt nie dostanie rachunku za prąd, który niszczy marzenia Carrie o nowych szpilkach. Tym co mnie teraz zajmuje najbardziej jest kombinowanie, jak dostać się w rejony, z których można cokolwiek zobaczyć. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że Reykjavik jest dość daleko od  Bár?arbungi, a drogi dojazdowe zostały pozamykane. Na razie wstęp mają tylko naukowcy i dziennikarze, a wycieczka na własną rękę może być naprawdę niebezpieczna. Póki co podglądam przez kamerkę  i kolekcjonuję zdjęcia. Jarajcie się ze mną.

wulkan1wulkan2wulkan3

 Jar?vísindastofnun Háskólans

Gos í HoluhrauniGos í Holuhrauni

mbls

10662000_792238487494113_7666724538729263317_o10547938_792238490827446_8835391828125554399_o

Gisli Dua

1 2 3 4 6