Co ma wspólnego Drakula z Pudelkiem, czyli moje wspominki z Rumunii

palownik

Śniła mi się Rumunia. Już nie pierwszy raz przyznaję się do tego, że podróżuję głównie po to, aby mieć o czym śnić, czy to w dzień czy w nocy. Był to dosyć straszny sen o wampirach. Obudziłam się zlana potem i bałam się zasnąć, więc już na spokojnie zaczęłam wspominać Rumunię, a przede wszystkim Drakulę i Transylwanię. Przypomniała mi się historia księcia Włada Palownika, która zainspirowała Stokera do napisania książki “Drakula”. Być może zastanawiacie się, gdzie pojechać na wakacje, a wycieczka po Transylwanii z Drakulą w tle wydaje mi się być ciekawą i tanią (w Rumunii wszystko jest połowę tańsze niż w Polsce) propozycją. Chyba pierwszy raz, publikując coś na blogu, pomyślałam “to by było fajne na podróż z dzieckiem”. Jeśli są tu jakieś mamy-podróżniczki, które chcą nauczyć dziecko, że media kłamią na podstawie podróży po Rumunii, to zachęcam. Continue reading

Każdy ma swoją Barcelonę, czyli jak nie zwiedzać miasta

IMG_0292Śniła mi się dzisiaj Barcelona i kiedy coś takiego mi się przytrafia, staram się nie zeskrobywać resztek tego miejsca z powiek i wejść z tymi obrazami w dzień. Czasami na siłę przedłużam ten sen na jawie, oglądając do śniadania zdjęcia z tego miejsca i wtedy wszystko, co dzieję się tego dnia, widzę jak przez kalejdoskop. Na szary budynek naprzeciwko pada smuga słońca i wyżyma uśmiechy ze smutnych twarzy sąsiadów, którzy przestają kiwać zmartwionymi głowami na widok deszczu i wracają po kilku sekundach z pomalowanymi na różne kolory paznokciami. Żywo gestykulują i wołają „Da nada!”, po czym wyrzucają przez okno talerze, z których przed chwilą jedli śniadanie, a one roztrzaskują się na małe kawałeczki i układają w piękne witraże. Bezdomni zrzucają brudne szaty, wskakują na różowe świnki i szybują na nich wysoko w niebo, próbując wyżebrać kilka promieni słońca dla siebie. Maszerujące dziarsko panie w garsonkach ciągną za mokre gałęzie, a rosa zmywa z ich twarzy makijaże i znikająca pod drzewem poważna biznesmenka wychodzi z drugiej strony jako radosna dziewczynka. Zwalniają, wyciągają z teczek rozkładane stoliki, na które ludzie z okien zrzucają białe obrusy i rozsiadają się wygodnie, a za ich przykładem inni ludzie na ulicy. A ja idę do kuchni zaparzyć dla nich wszystkich kawę i myślę sobie „jak dobrze, że byłam w Barcelonie…”. Continue reading

Obiady czwartkowe u Kary: Włochy

Anonymous_Paul_Tremo

Ostatnio coraz więcej radości sprawia mi gotowanie i muszę przyznać, że dużo sprawniej mi to wychodzi. Nie muszę już co pół godziny dzwonić do koleżanki albo mamy z pytaniem na temat przepisu czy wystukiwać w wyszukiwarkę co drugi składnik. Niektóre potrawy robię już z pamięci! Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że na prezenty będę sobie zamawiać przyrządy kuchenne, to chyba bym go wyśmiała. A teraz? Cieszę się na myśl, że kupię sobie dzisiaj nową przyprawę. Stałam się pełnoprawną kurą domową. Tylko taką, która lata czasami daleko od swojej zagrody. W nowych miejscach zwracam większą uwagę na jedzenie, szukam ciekawych przypraw, zapisuję przepisy. Jednocześnie interesuje mnie odkrywanie tradycji polskiej kuchni i serwowanie jej w nowoczesnej odsłonie. Dopełnieniem szczęścia jest dla mnie karmienie innych. Wydaję mi się teraz, że nie ma lepszego sposobu na okazanie swojej miłości czy szacunku dla drugiej osoby niż podarowanie jej swojego czasu. Jak lepiej zapakować czas niż w smaczne i aromatyczne danie? Continue reading

Marzenia, do których trzeba się przygotować

IMG_0410Woda jest moim żywiołem od dziecka, ale przechodziliśmy różne fazy w naszym związku. Szczególnie dramatyczny był moment, w którym chciała mnie pochłonąć, a moje ośmioletnie życie przeleciało mi przed oczami, ale przetrwaliśmy to i nie wracamy już do tego tematu. Wiem, że woda nie ma takiej siły przyciągania jak ziemia, ale jednak coś sprawia, że kiedy jesteśmy blisko, nie mogę się jej oprzeć. Szczególnie kiedy nie widzimy się długo i dochodzi do pierwszego spotkania, zamieniam się w nimfę wodną i po prostu prę w stronę wody jak zaczarowana. Continue reading

Istnieje związek przyczynowo-skutkowy między epoką lodowcową a kąpielami nago, czyli jezioro Bled w Słowenii

IMG_6527

Słowenia to kraj, który odwiedziłam przez przypadek, dlatego chciałabym Wam o nim opowiedzieć, żebyście przypadkiem go nie ominęli. To bardzo mały kraj, ukryty między popularnymi Włochami i Chorwacją. Wybrałam go jako przystanek odpoczynkowy w drodze powrotnej z Chorwacji do Polski, a że słyszałam gdzieś wcześniej o słoweńskich jeziorach, wybraliśmy ze znajomymi jedno z nich – Bled i tam spędziliśmy 12 godzin. Krótka wizyta, ale wystarczy, aby zapamiętać ten kraj na długo. Mój kolega z Islandii stwierdził, że to właśnie Słowenia ze wszystkich odwiedzonych krajów (a byliśmy jeszcze w Polsce, Słowacji, Węgrzech i Chorwacji) zrobiła na nim największe wrażenie. Być może był to element zaskoczenia, bo niczego się nie spodziewaliśmy, jadąc tam, doznaliśmy szoku, kiedy zobaczyliśmy to piękne miejsce. Woda w jeziorze jest szmaragdowa, ze skały wyrasta stary zamek, na środku jeziora jest mała wysepka z kościółkiem, a wszystko otoczone gęstym lasem. Ja doświadczyłam jakiegoś pomieszania światów, bo tam nie było tylko pięknie. Tam nie czułam się jak w bajce. Ja byłam w bajce i tylko czekałam aż ktoś podbiegnie i powyciągane dresy zamieni na bogato zdobioną suknię. Niestety zdjęcia nie oddają tej atmosfery, bo tak samo jak ciężko jest pokazać przestrzeń Islandii, tak trudno na jednej fotografii ująć całość tego bajkowej zjawiska. Musicie tam pojechać jeśli chcecie pogadać ze mną jak księżniczka z księżniczką. Continue reading

Muzyka z Wysp Owczych

"muzyka wyspy owcze", "sakaris"

W niedzielę zakończył się Iceland Airwaves – festiwal muzyczny, który odbywa się w Reykjaviku już od kilku lat. To dla mnie bardzo szczególne wydarzenie, bo pierwszy raz przyjechałam na Islandię właśnie na Airwaves. Chyba nie mogłam mieć lepszego początku znajomości z wyspą. Spędziłam intensywny tydzień, zwiedzając Reykjavik, poznając ludzi, a na koniec upiłam się z Patrickiem Wolfem. Wtedy to był dla mnie szok, że znany artysta przychodzi do baru, w którym bawię się ze znajomymi. Teraz wiem, że taki po prostu jest ten festiwal. Miasto jest małe, kawiarni i barów tyle, co na jednej ulicy w Krakowie, więc wszyscy spotykają się w tych samych miejscach. Skraca się dystans między artystą a publiką, szczególnie na koncertach, które odbywają się małych kawiarniach czy sklepach. Continue reading

Must have: Park Vigelanda w Oslo

IMG_6930

W stolicy Norwegii spędziłam tylko jeden dzień. Znalazłam tani bilet z Oslo do Reykjaviku i pomyślałam, że zaoszczędzę, a przy okazji odwiedzę nowy kraj. Spełniło się tylko jedno z tych założeń, a o tym, jak drogo jest w Norwegii przekonałam się, płacąc astronomiczną sumę już za sam transport z lotniska do centrum. Na szczęście spędziłam tam cudowny dzień, także mimo wszystko było warto. Wiedziałam, że Oslo przypadnie mi do gustu, bo lubię skandynawskie miasta, w których nie ma pośpiechu i trącania łokciami. Z moją przewodniczką Anitą przechadzałyśmy się po mieście, nad którym wisiały piękne chmury.

IMG_6890IMG_6916IMG_6928Jeden dzień to za mało, żebym mogła sporządzić dla Was przewodnik po Oslo. Postanowiłam wybrać jedną rzecz, która jest moim zdaniem “must have”. Kiedy wpadamy do fajnego sklepu, nigdy nie kupujemy całego towaru. Jeśli stać nas tylko na jedną rzecz (tak jest zazwyczaj w moim przypadku), to wybieramy coś, co najbardziej nam się podoba. Na blogach modowych pojawiają się artykuły “must have na zimę” czy “must have: białe spodnie”. W podróży też jest tak, że musisz wybierać spośród kilku kuszących opcji. Twoją walutą jest czas i musisz zdecydować, jak go wykorzystasz. Coraz częściej latamy z kilkoma przesiadkami i mamy w danym mieście tylko kilka godzin. Grzechem nie wykorzystać, ale gdzie pojechać i co zobaczyć? Moim must have: Oslo jest park Vigelanda. Wiem, że można to nazwać “must see”, ale dla mnie to nie do końca pasuje. Ja wiem, że ten park, nie tylko zobaczyłam, ale wzięłam z niego coś dla siebie i noszę w swojej sakiewce ze zdobyczami.

IMG_6978

Do parku zabrała mnie Anita, a ja nie miałam wcześniej pojęcia o jego istnieniu, więc nie przeczytałam nic na jego temat przed wizytą. Czasami dobrze jest pójść gdzieś nieprzygotowanym, bo w głowie nie siedzą żadne sugestie. Można odbierać na świeżo. Pierwsze co mi się spodobało w tym miejscu to, że zmusza do myślenia. Nie mogłam przestać myśleć nad tym, jaki koncept miał artysta i że to musiało być coś wyjątkowego skoro jedną ideę przekazał w 200 rzeźbach, a sam proces budowania instalacji zajął kilkanaście lat. Owym artystą był Gustaw Vigeland, a cała historia zaczęła się od fontanny, którą zaprojektował na zlecenia władz Oslo. IMG_6957

Kiedy zburzono dom, w którym mieszkał, dostał od miasta nowy budynek w zamian za to, że wszystkie prace, które powstaną będą własnością Oslo. Do końca życia pracował nad instalacją w parku i do fontanny dołączały kolejne rzeźby z brązu i kamienia. Jedną z najbardziej znanych jest “Koło życia”.

IMG_6986

Park powstawał w pierwszej połowie XX wieku, więc możecie się wydawać, że nagość postaci wzbudzała kontrowersje. Podobno na świecie tak, ale na pewno nie w Skandynawii, gdyż nagość nie jest tutaj problemem. Pamiętam, że mój pierwszy szok kulturowy na Islandii przeżyłam właśnie na basenie, kiedy zobaczyłam paradujące po całej szatni nagie kobiety w różnym wieku i o różnych gabarytach. Bez żadnego skrępowania i próby zasłonięcia się. Dla nich nagość jest czymś naturalnym i podobnie jest też w innych krajach skandynawskich. Świadczy o tym chociażby ten park, który zaczął być przystrajany w nagie ciała już w 1907 roku. Minęło ponad 100 lat i rzeźby wciąż opowiadają tę samą historię. Nagość sprawiła, że ta instalacja będzie aktualna nawet za 500 lat.

IMG_6944IMG_6947

Każda z tych rzeźb opowiada swoją historię o człowieku. Dlatego park mógłby być wciąż aktualizowany i nigdy nie będzie skończony. Największe wrażenie zrobiły na mnie słowa Viegalanda o tym, że nie można zamykać się tylko w jednej grupie ludzi. Według niego prawdę o życiu i człowieczeństwie można poznać tylko przez interakcję z ludźmi każdego sortu. Kiedyś się nad tym zastanawiałam, że jak pomyślimy o swoich znajomych, to mimo, że są inni poprzez swoje zainteresowania, to należą do tej samej grupy społecznej. Mnie zawsze kręcili ludzie spoza tego kręgu. Oni najbardziej inspirują. Dziwki i cyganie w Kopenhadze, ćpuni w Teksasie, republikanie w Północnej Karolinie, żule w Reykjaviku, samotny Szwed w barze. Podróżowanie samemu wspomaga wnikanie w inne kręgi społeczne, bo człowiek nie jest zamknięty w jakiejś grupie. Odkąd podróżuje nauczyłam się, że każdy człowiek ma swoją historię i warto jej wysłuchać, chociaż czasami to, co inne wydaje nam się gorsze, śmierdzące, mało istotne. Vigeland chciał w swoich rzeźbach pokazać całe spektrum ludzkości. Podróżował i poznawał różnych ludzi, wdawał się z nimi w relacje, a potem stworzył swój park, w którym pokazał to, co w nich zobaczył.

Nie czytajcie przewodników. Czytajcie miejsca, które odwiedzacie. Z nich można się dowiedzieć wiele o tym, jak żyć i podróżować.

IMG_6952IMG_6950IMG_6943IMG_6973IMG_6975IMG_6981

Ps Więcej zdjęć zebrałam dla Was na Pintereście.

Zdjęcia z Chorwacji, na których nie ma plaży

IMG_6239

Na tym wyjeździe nie miałam dużej weny do robienia zdjęć. Nie lubię się zmuszać do fotografowania, tylko dlatego, że jestem zagranico. Byłam już na Chorwacji, więc mam pamiątkowe zdjęcia, a po 3 miesiącach w Stanach, gdzie sprzęt miałam przyklejony do ręki, potrzebowałam odpoczynku. Moja uwaga, bardziej niż na krajobrazach, była skupiona na ludziach, z którymi tam byłam i to głównie ich twarze widnieją na zrobionych przeze mnie zdjęciach. Pewnego popołudnia udałam się na samotny spacer po malutkiej wiosce, w której mieszkaliśmy i poczułam przypływ inspiracji. W pół godziny zrobiłam z 200 zdjęć. I może mój brak zapału do fotografowania wynikał ze zmęczenia i z mniejszego parcia na zwiedzanie, ale chyba też z tego, że widziałam Chorwację przez pryzmat plaży i morza. To jest oczywiście jej nieodłączny składnik, bo cały kraj właściwie leży na wybrzeżu, ale przecież nie jedyny! Nie mówiąc o tym, że turystyczne miasteczka i plaże są tak przepełnione turystami, że można szybko stracić ochotę, aby tam przebywać. Ten wyjazd pokazał mi inne oblicze Chorwacji. I znowu potwierdza się moje przekonanie o tym, że jak chcesz poznać jakiś kraj, to jedź na wiochę. Prawdopodobnie nigdy nie trafiłabym do tej wioseczki, bo nie ma jej chyba nawet na większości map, ale miałam to szczęście, że dziadek mojego kolegi z Islandii ma tam dom. Za młodu uciekł z kraju przed wojną, planując udać się do Australii. W drodze zatrzymał się na chwilę na Islandii, a tam poznał babcię mojego kolegi, w której się zakochał i zrezygnował dla niej ze swoich poprzednich planów. Dom wybudował, aby móc wracać w rodzinne strony i zażywać słońca, którego brakuje na Islandii. A dzisiaj ja korzystam z tego międzykontynentalnego romansu, przebywając w ich domku. We wsi, w której stoi jest około 25 domów, także spacer po niej zajął mi jakieś pół godziny. Zauroczyły mnie przede wszystkim okna, bramy i kolory ścian. Proszę zwrócić uwagę na moją oryginalną samojebkę w studni, bo jestem z niej bardzo dumna.

IMG_6335IMG_6223IMG_6204IMG_6242

IMG_6195

IMG_6373

IMG_6280

IMG_6108IMG_6217IMG_6330IMG_6345IMG_6235IMG_6268IMG_6290IMG_6293IMG_6148IMG_6366IMG_6362IMG_6359IMG_6159IMG_6162IMG_6194IMG_6173IMG_6191IMG_6274IMG_6261IMG_6250IMG_6318IMG_6328IMG_6344IMG_6125IMG_6114IMG_6271IMG_6299IMG_6141IMG_6233IMG_6245IMG_6295IMG_6253IMG_6315IMG_6143Pięknym dopełnieniem tego dnia była kolacja u naszych sąsiadów, którzy przygotowywali się do niej cały dzień i mimo tego, że nie należą do ludzi zamożnych, to dołożyli wszelkich starań, aby wszystko było idealnie. Zabili nawet kurę z tej okazji! Wszystko co pani domu przygotowana było zrobione z tego, co wyhodowała w ogródku za domem. Na pierwsze danie był rosołek, a na drugie nadziewana papryka z ziemniakami. To ciekawe, że ja na przyjazd moich gości przygotowałam gołąbki, czyli bardzo podobne danie. Dla mnie najpyszniejsze było wino, bo jako zwolenniczka białego, zazwyczaj unikam picia czerwonego, a tego wydoiłam kilka szklanek. Slavko (wesoły pan w koszulce Algidy, której pozazdrościłby mu na pewno każdy hipster) opowiadał nam o swoich przygodach do późnej nocy. Gdybym go minęła gdzieś na ulicy, nigdy bym nie podejrzewała go o to, że był instruktorem surfingu w Stanach, a właściwie prekursorem tego sportu w swoim kraju; że zwiedził pół świata statkiem i zjechał Europę na motorze. Lubię takie niespodzianki!

IMG_6379IMG_6441IMG_6424IMG_6427IMG_6413

IMG_6390IMG_6408IMG_6476 IMG_6398

Strach przed (nie)znanym

kopenhaga pokojeSiedzę spokojnie w samolocie (no dobra, niezbyt spokojnie, ale stwarzam pozory) i zastanawiam się jak jest “wyrafinowany “ po angielsku. Nie mogę sobie przypomnieć, więc dochodzę do wniosku, że kiepsko z moim angielskim i chyba będę miała duży problem z komunikacją na początku. Nagle podchodzi do mnie młody Polak i mówi „yyy..aaaa we seat… that”. Po pierwsze – co?! A po drugie – ok, mój angielski jest w porządku.

Stoję na głównym placu w Kopenhadze i rozmawiam z kolegą (no dobra, to nie jest mój kolega, tylko chłopak, którego dopiero poznałam). Pracuje na rikszach, więc rozmawiamy o możliwościach zatrudnienia na rynku ulicznym. Podchodzi do mnie jego kolega (kiedy oni się poznali, to nie wiem),  przedstawia się, a na jego twarzy pojawia się ten szczodry uśmiech, typowy dla ludzi z dobrym sercem. Zaczyna się rozmowa, która wlewa miód w moje co- ja- tu- robię serce. On mi załatwi pracę i mieszkanie. Jak to? To już?

Piję kawę z nowym szefem, który uświadamia mi, że sprzedaż wody to skomplikowany zabieg, wymagający różnych sztuczek marketingowy. Pokazuję mi filmiki, które kręcił z ukrycia swoim pracownikom. Są przykłady tego, jak powinno się zwabiać klientów oraz to, co jest całkowicie zakazane. Wspólnie dochodzimy do wniosku, że seks najlepiej sprzedaje.

Idę główną ulicą Kopenhagi i czuję coś zupełnie nowego. Mieszankę spokoju i strachu. Czy tak smakują początki? Kupuję sobie podstawowy kurs duńskiego. Strach powoli odchodzi i czuję ulgę.

Siedzę na łóżku i dumam nad tym, jak dziwny to był dzień. Wtem do mojego pokoju wchodzi policja. Nawet nie pukają, bo mają swoją parę kluczy! Legitymują się tak, jak to robią aktorzy na filmach (plakietki w ruch). Okazuje się, że kobieta, która mieszkała w tym pokoju przede mną, została okradziona przez swoje współlokatorki. Udowadniam im, że przyjechałam tu dzisiaj. Dziewczyna rzuca się na podłogę, wyrywając sobie włosy z głowy (dosłownie!), a panowie policjanci przeszukują mój pokój. Poznaję więc pierwszych Duńczyków. Są bardzo mili i przystojni.

Lubię patrzeć na ludzi, którzy rozmawiają w obcym języku i zastanawiać się, na jaki temat dyskutują. Czasami zapatrzę się za bardzo, a oni zaczynają być podejrzliwi, ale czerpię z tego ogromną przyjemność. Człowiek sobie nie zdaje sprawy z tego, ile w życiu przegaduje. Ile słów z siebie wypluwa. Po prostu siedzi i gada , gada, gada. Ciekawe w ilu procentach wyraża to co ma w głowie? Chyba za mocne to piwo, które wypiłam. Mój duński przyjaciel się nie odzywa, a ja zaczynam wątpić w to, że znajdę jakąkolwiek pracę w Danii. Czuję się obco. Próbuję to ukryć, chodząc po barach i udając, że mnie na to stać…

Od jakiegoś czasu staram się żyć tym, co tu i teraz. Rozmowa z Justyną przypomniała mi, jak bardzo się zmieniłam przez ostatnie dwa lata. Poruszałyśmy w niej temat strachu przed nieznanym, który blokuje nas przed dokonywaniem zmian w życiu. Ostatnio często o tym myślę i staram się dojść do sedna problemu. Dostaję od Was wiadomości, w których często pojawia się fraza “chciałabym, ale się boję”. Ja się bałam jak cholera, chociaż wyjeżdżałam do Danii – kraju, który uważany jest za bezpieczny. Mój wyjazd był spowodowany problemami finansowymi, więc trochę zostałam do tego zmuszona. To mnie popchnęło i sprawiło, że mimo strachu, wykonałam pierwszy krok. Chciałam Wam pokazać te notatki, bo tak wyglądały pierwsze dni mojego nowego życia, czego wtedy jeszcze nie byłam świadoma. I jak widzicie, bałam się i czułam się samotna. Jednak działo się tyle nowych rzeczy, że zajmowały moje myśli częściej niż wątpliwości. Życie pierdołami stoi. W nowym miejscu też pijemy kawę, robimy zakupy, zwracamy uwagę na przystojnych policjantów. To te drobnostki pomagają mi mniej bać się nowego miejsca. Teraz wyobrażam sobie, że tankuję paliwo na stacji w USA i jem hamburgera w McDonald’s. Wcześniej skupiałam się na szukaniu w sobie odwagi do wyjazdu. Niepotrzebnie. Nie znalazłabym jej w sobie nigdy, gdybym nie wyjechała. Pojechałam bez odwagi.

Kiedy pisałam ten ostatni akapit, pijąc piwo w kopenhaskiej knajpce, zagadał do mnie barman. Wskazał na dziewczynę  przy barze, mówiąc: Wiesz, że to też jest Polka? Dziewczyna siedziała z Dunką i rozmawiały po angielsku, więc wcześniej nie załapałam, że jest tutaj jakaś rodaczka. Poprosiły, żebym do nich dołączyła, a ja mogłam wreszcie zamknąć zasłonę dymną w postaci komputera. W sekundę zapomniałam o moich zmartwieniach i wątpliwościach. A z Kasią mam kontakt do dzisiaj i ostatnio, jak byłam w Kopenhadze nocowałam u niej, a ona karmiła mnie pysznościami, żebym głodna nie chodziła. Już nie jest nieznajomą przy barze, do której boję się zagadać. Wiem, że w nowych miejscach czekają na mnie inni ludzie, którzy też szukają kogoś z kim mogliby porozmawiać. A jak już ich znajdę, to pokażę im tek tekst i powiem: widzisz, od dawna chciałam Cię poznać.

I czemu to takie nic jest właśnie czymś dla mnie? (Witkacy)

I love my people: Londyn

weekend w londyniePotrzebowałam trochę czasu, aby przegryźć Londyn. Pobyt tam był dla mnie bardzo intensywny i nie wiedziałam, jak to ogarnąć myślowo.  Jak opisać Londyn w jednej czy dwóch notkach? Jest tyle tematów, rzeczy do zobaczenia, fajnych miejscówek, negatywnych i pozytywnych aspektów tego miasta. I wtedy pomyślałam, że mój post będzie dokładnie taki jak Londyn. Chaotyczny. Continue reading

1 2