A jednak Las Vegas!

IMG_5673Sama nie wiem, jak to się stało, ale mój najbardziej spontaniczny wypad podczas całej podróży po Stanach odbył się do Vegas. Może zadziałała na mnie atmosfera tego miejsca, a może odczuwałam presję końca całej wyprawy, ale to był jeden z tych momentów, w których poczułam się jak w amerykańskim filmie. No, może jak w teledysku, bo długość tego wypadu nie może pretendować do miana filmu fabularnego. W Las Vegas spędziłam zaledwie kilka godzin. Jak cudownie brzmiałaby ta historia, gdybym jeszcze wygrała milion! A może wygrałam i tak naprawdę piszę do Was z mojego luksusowego apartamentu, stukając w pozłacaną klawiaturę? Tak wyobrażałam sobie zakończenie tej historii, ale wróćmy do początku.

Ostatnie tygodnie w Stanach poświęciłam na plądrowanie Kalifornii. Najpierw włóczyłam się po różnych miasteczkach w okolicy Los Angeles, a potem wypożyczyłam samochód na 10 dni i pojechałam wybrzeżem na północ. Do tej części jeszcze wrócę, bo wybrzeże Kalifornii to dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi (Big Sur!). Kiedy dojechałam do San Francisco i dowiedziałam się, że w ten weekend odbędzie się tam Parada Równości, wiedziałam, że nie mogę tego przegapić. Polacy mi nie wybaczą, jak nie udokumentuję tego wydarzenia! Postanowiłam zostać dłużej niż planowałam, przez co miałam już niewiele czasu na drogę powrotną, a wiedziałam, że Yosemite nie skreślę z listy. Kiedy zapytałam na Facebooku o to, co powinna wybrać – Paradę Równości w San Francisco czy Las Vegas, większość ludzi z Polski głosowała za kasynami. Wydaje mi się, że też bym tak odpowiedziała, gdybym podejmowała tę decyzję jeszcze w Polsce. Jednak po wielu rozmowach z Amerykanami odniosłam wrażenie, że Las Vegas jest przereklamowane. Ludzi ciągnie tam, bo to chyba jedna z najgłębiej zakorzenionych w kulturze miejscówek. Mi się najbardziej kojarzy z Frankiem Sinatrą, który w latach swojej świetności grał tam sporo koncertów i zaliczał pewnie dwa razy tyle kobiet. Jednak przy wyborze między parkiem narodowym, który tonie w bogactwach natury, a na każdym zakręcie zapiera ci dech w piersiach, a Las Vegas, nie było osoby, który poradziłby mi, abym wybrała to drugie. Dodatkowym argumentem było to, że do miejsca uciech i wiecznej imprezy po prostu lepiej jechać w grupie znajomych czy przyjaciół, a nie samemu. Tam się jedzie po to, aby obudzić się z tygrysem na drugi dzień, a ja na taki stan świadomości nie mogłam sobie pozwolić. Pojawiła się okazja wspólnego wypadu do Vegas z ludźmi, których poznałam tydzień wcześniej w Arizonie, ale niestety nie udało im się zakończyć sesji na czas. Miałam jeszcze kontakt do syna mojej kochanej babci – mormonki, która gościła mnie w Utah, ale oni z kolei wyjechali na wakacje. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały więc na to, że Vegas powinnam odpuścić. Cały poniedziałek spędziłam w Yosemite, a we wtorek rano miałam się stawić w wypożyczalni samochodów w Los Angeles. Do parków narodowych zazwyczaj wjeżdża się jedną stroną i wyjeżdża drugą, gdyż jeździ się tam bardzo wolno ze względu na ograniczenia prędkości w ochronie zwierzątek czy wijące się serpentyny. Nie opłaca się jechać z powrotem przez park, dlatego też do Los Angeles pojechałam od wschodu. Miałam zamiar prowadzić dopóki się nie ściemni, przenocować gdzieś po drodze, a rano oddać samochód.

Jechałam na południe i w pewnym momencie zobaczyłam drogowskaz – Los Angeles na prawo, Las Vegas na lewo. I po prostu skręciłam w lewo. Wszystkie argumenty przeciwko zagłuszyła cisza bezludzia. I zanim jeszcze dojechałam do miasta rozpusty, wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Droga z Yosemite do Vegas to jedna z najpiękniejszych, jakimi jechałam. Totalne pustkowia, krajobraz zupełnie innych od tego, który widziałam przed chwilą. Ludzie, którzy mieszkają w Kalifornii to szczęściarze, bo w tym jednym stanie mają wszystkie dostępne krajobrazy z puli, którą ma dla nas kula ziemska. Jadę, jestem sama na drodze, w głośnikach leci country, a w lusterku zachód słońca. A ja jadę do Vegas!

usa-lasvegastelefonusa 214vegas2

Na miejsce dojechałam około 22 i postanowiłam, że przez kilka godzin pochodzę po centrum, a potem pojadę do LA, żeby zdążyć oddać samochód na czas. Miałam taką zasadę w podróży, że nie chodzę nigdy sama nocą po mieście, ale zapewniam Was, że Las Vegas jest chyba jednym z najbezpieczniejszych miejsc o tej porze. Na ulicach są tabuny ludzi, w tym rodzinki z dziećmi oraz pełno policji i prywatnych ochroniarzy kasyn. Ponieważ nie planowałam wcześniej tej wycieczki, to nie wiedziałam, co ja mam właściwie zrobić po przyjeździe tam. Po godzinie jazdy zatrzymałam się i napisałam do kolegi, którego poznałam w Flagstaff, bo wiedziałam, że on już parę razy był w Vegas. Powiedział mi, że mam jechać do pierwszego lepszego kasyna i zostawić tam auto, bo wszystkie parkingi w Las Vegas Strip, czyli dzielnicy z kasynami i hotelami, są darmowe. To jadę dalej! Po drodze zatrzymywałam się tylko na stacjach, aby dokupić kolejną kawę. Wypiłam ich kilka, a potem jeszcze ze dwa energetyki i powiem Wam, że wprowadziłam się dziwny stan. Mimo, że nie upiłam się w Vegas, to byłam na lekkim haju, ale czułam, że to stan idealny na to miasto. Jakie pierwsze wrażenie? Gorąco! Był środek nocy, a ja pociłam się jak w saunie. To jest miasto zbudowane na pustyni i to się czuję w Vegas. Oczywiście wszystkie kasyna są klimatyzowane, więc można tam szukać schronienia, tracąc przy okazji majątek. Było mi okropnie gorące i czułam dopadające mnie znużenie, a na myśl o prowadzeniu w nocy miałam lekki stres, ale lubię ten stan. Lubię oglądać zachód słońca na pustkowiach Kalifornii i patrzeć na księżyc w Nevadzie.

IMG_5673IMG_5704IMG_5706IMG_5700

Chciałam zrobić tam dwie rzeczy – zobaczyć parę młodą, wychodząca z kaplicy ślubnej i zagrać na maszynie. Błądziłam po Caesars Palace w poszukiwaniu nowożeńców, ale jak się okazało, nie można wejść do kaplicy czy nawet przed nią, jeśli nie jest się na liście gości. Jedyna opcja, żeby to zobaczyć, to samemu wziąć ślub, ale akurat nie było żadnego chętnego pod ręką. Może następnym razem. Miłość w Vegas jest bardziej ekskluzywna, ale za to pieniądze…to jest dostępne dla wszystkich. Prawdziwa równość ras, wyznań, kultur. Każdy może zostać milionerem, co i ja miałam w planach tej nocy. Jak już schodziłam kilka kasyn, to uznałam, że pora zamienić kasę na żetony i spróbować szczęścia. I tutaj szok! Na maszynach można grać bilonami. Czy tylko ja miałam zakodowane w głowie, że tam się wrzuca monety?

IMG_5690telefonusa 224

Zdradzę Wam sekret, że tej nocy nie zostałam milionerką i przegrałam 10 dolarów. Najgorsze jest to, że to trwa strasznie szybko. Jeden dolar, sekunda i nic. Cała impreza jest skończona po 2 minutach, więc żeby się porządnie zabawić trzeba tam jechać z jakąś poważniejszą sumą. Ja wolałam kolejne 10 dolarów przeznaczyć na śniadanie, więc po tych nieudanych próbach zostania wielką panią, udałam się do samochodu. Czułam, że muszę się trochę przespać przed drogą, więc w moim luksusowym apartamencie na parkingu w Las Vegas ucięłam sobie energetyzującą drzemkę. Powrót nie był najprzyjemniejszy, bo nie lubię prowadzić po ciemku. Nie spodziewałam się też takiego ruchu na autostradzie o 4 w nocy. W życiu nie widziałam tylu aut na drodze i wszyscy jechali z prędkością 130 km/h. Zjechałam na lewy pas, bo byłam najwolniejsza, chociaż miałam na liczniku ponad stówę. Zostałam strąbiona kilkanaście razy przez wściekłych kierowców, ale nie mogłam sobie pozwolić na szybszą jazdę po tak małej ilości snu. W końcu dotarłam do Los Angeles, a po drodze zaliczyłam jeszcze wschód słońca w drodze. Byłam okropnie zmęczona i kiedy po oddaniu samochodu musiałam czekać na pociąg, aby dostać się do mojego gospodarza, już bez żadnych skrupułów wyłożyłam się na peronie wśród eleganckich ludzi, zmierzających do pracy. Mimo wszystko leżałam tam z uśmiechem na twarzy, bo czy mogłabym wybrać lepsze miejsce na świecie na spontaniczną wycieczkę niż Las Vegas?

Parada Równości w San Francisco

IMG_5404

Do San Francisco przyjechałam w czwartek i okazało się, że w niedzielę odbędzie się w tym mieście Parada Równości. Miałam w planach jechać dalej już w sobotę, ale jak można przegapić tak legendarne wydarzenie w miejscu, które uchodzi za stolicę walki o równouprawnienie? Tęczowa flaga, które jest międzynarodowym symbolem ruchu LGBT została zaprojektowana na potrzeby parady w San Francisco. Zostałam, chociaż musiałam spać w bardzo podejrzanym motelu, bo miasto było przepełnione. Już kiedyś pokazywałam Wam, jak wygląda Marsz Równości w Reykjaviku, który jest po prostu rodzinnym festynem, podczas którego mieszkańcy celebrują to, że każdy z nas jest inny. Islandia pokazała mi, że można inaczej. Pozytywnie, kolorowo, z uśmiechem na twarzy.

IMG_5349IMG_5367 IMG_5368IMG_5375IMG_5378IMG_5382IMG_5388 IMG_5392 IMG_5394IMG_5396 IMG_5403 IMG_5415 IMG_5420 IMG_5426IMG_5431IMG_5432 IMG_5434 IMG_5439 IMG_5448IMG_5452 IMG_5459 IMG_5462 IMG_5469 IMG_5481 IMG_5486IMG_5488IMG_5490 IMG_5492 IMG_5494 IMG_5501 IMG_5502 IMG_5504 IMG_5515IMG_5518 IMG_5521 IMG_5524 IMG_5525 IMG_5528telefonusa 204

Camping w Yellowstone

8589130497663-yogi-bear-wallpaper-hdMiś Yogi to była jedna z głównych bajek, które od małego kształtowały moje postrzeganie Stanów. Każdy oglądał i wie, że akcja rozgrywa się w konkretnym miejscu – na terenie parku Yellowstone. Nie mogłam ominąć tego miejsca, szczególnie, że bajkę tę kocham nie tylko za miejsce akcji, ale także za jej głównego bohatera, który uczy tego, aby się nigdy nie poddawać.1311066769_by_GienekBenekFranekIZenek_600

Często słyszę pytanie o to, czy Ameryka jest taka jak na filmach? Myślę, że znamy ten kraj jak żaden inny, nawet jeśli nigdy tam nie byliśmy. Wpływ amerykańskiej popkultury jest tak silny, że każdy z nas ma swoje wyobrażenie o tym miejscu. Odpowiedź na to pytanie brzmi: tak i nie. Niektóre rzeczy są mitami utrwalanymi przez telewizję, ale miałam kilka takich momentów, że czułam się jak w filmie. Yellowstone był jednym z takich miejsc, mimo że znałam go głównie z kreskówki.

telefonusa 129

Miś Yogi był postacią drugoplanową w kreskówce Pies Huckleberry, ale spodobał się publiczności i dostał pełny etat. Sympatyczny miś i jego kompan Boo Boo nieustannie graję ze Smithem w tą samą grę – jak złamać zasady. Zobaczyć niedźwiedzia na żywo to było dla mnie niesamowite przeżycie. Kocham zwierzęta i jakiś czas temu obiecałam sobie, że będę je oglądać tylko w warunkach naturalnych. Oglądanie zwierząt zamkniętych w klatach nie jest dla mnie rozrywką, a wręcz przeciwnie. Prawdziwą radością jest dla mnie zobaczyć dzikiego misia, który zdecydował się wynurzyć na chwilę z lasu. IMG_4022IMG_4023

Właściwie to na tych zdjęciach jest Boo Boo. Duży niedźwiedź wyskoczył mi przed maskę samochodu, przeszedł na drugą stronę ulicy i zniknął za górką. To stało się tak szybko, że nie wiedziałam, co się dzieje, ale wspomnienie tego momentu, kiedy to ogromne zwierzę spojrzało mi prosto w oczy, do dzisiaj przyprawia mnie o dreszcze. Podobno miałam ogromne szczęście, że je widziałam, bo znam osoby, które mieszkają niedaleko parku i nigdy nie udało im się zobaczyć niedźwiedzia. To nie jest tak, że wjeżdżasz do parku, a one wyskakują z każdego krzaka, aby ci się zaprezentować. Najlepiej zapytać strażnika, gdzie są największe szanse na to spotkanie. Najważniejsza jest pora, gdyż w ciągu dnia jest za duży ruch. Ja zamarzałam w nocy, więc już o 4 zaczęłam swoją wycieczkę po parku, najpierw zaliczając piękny wschód słońca, a potem spotykając dwa misie, więc chyba ta pora jest najlepsza. Jak widzisz, że większa grupa ludzi stoi przy drodze i patrzy się w krzaki, to na pewno jest tam jakieś zwierzątko. Trzeba pamiętać o ostrożności. To są dzikie zwierzęta, które mogą próbować bronić swojego terenu, jeśli zbliżymy się za blisko. Nie można trzymać jedzenia w samochodzie czy namiocie, bo misie buszują nocami na terenie kampingu, a zapach jedzenia przyciąga je z bardzo daleka. Podkradanie jedzenia przez misia Yogi nie jest w niczym przesadzone. Specjalne patrole jeżdżą nocą po terenie biwaku, aby odstraszać głodomory. Wyobraźcie sobie, że głodny niedźwiedź wpada do namiotu, szukając przekąski. IMG_3968

Nocleg na terenie parku narodowego to średni koszt 25 dolarów, ale w niektórych parkach trzeba robić wcześniejszą rezerwację. Ja kończyłam swoją wycieczkę na początku sezonu, więc były jeszcze wolne miejsca, ale wiem, że może być z tym problem. Rezerwacji dokonałam tylko w Yosemite i zrobiłam to na tej stronie. Na terenie parku jest kilka kampingów, więc możemy sobie zaplanować, w którym miejscu chcemy spać. Yellowstone zajmuje powierzchnię 9 tysięcy km?, także nawet pobieżne zwiedzanie zajmuje minimum 2 dni. W cenie dostajemy miejsce na samochód, namiot i stoliczek. Jeśli planujemy do parku dotrzeć późnym wieczorem, to najlepiej zarezerwować nocleg online, a wyznaczone miejsce będzie na nas czekało, nawet jeśli strażnicy pójdą już do domu. Rano tylko wrzucamy karteczkę z numerem do specjalnej skrzynki i można jechać dalej.IMG_3955IMG_3961IMG_3958IMG_3966Ja spałam w aucie, bo nie miałam namiotu, a poza tym nie czułabym się w nim bezpiecznie sama. W Yellowstone przespałam może z godzinę, ale głównie dlatego, że było tam bardzo zimno.

IMG_3952

Zanim zrobiło się ciemno zdążyłam poczytać legendy Amerykańskich Indian i jako, że byłam w królestwie natury, wybrałam rozdział o przyjaźni ludzi ze zwierzętami. Wierzenia tej grupy są chyba jednymi z nielicznych, którzy właściwie nie skupiają się na bóstwach, ale na tym co wokoło nas. Oni wierzą, że wszystko na ziemi jest ze sobą połączone, dlatego musimy żyć w harmonii z naturą. IMG_3949IMG_3934IMG_4005IMG_4107IMG_4097telefonusa 117IMG_3915IMG_3905IMG_4012

A oto wschód słońca w YellowstoneIMG_3969IMG_3981IMG_3987IMG_3991IMG_3993IMG_3996IMG_4030

Przed wyjazdem ktoś powiedział mi, że Yellowstone jest przereklamowane. Na pewno jest tam dużo turystów i trzeba się na to przygotować, ale nie bez powodu jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w Stanach. Na terenie parku znajdziecie tyle tak różnych od siebie krajobrazów, że ciężko czasami uwierzyć, że jest się ciągle w tym samym kraju. Momentami miałam wrażenie, że jestem na Islandii, a czasami czułam się jak w Turcji. Jedno miejsce piękniejsze od drugiego. Nie będę się powtarzać z przewodnikiem, bo zwiedzałam zgodnie ze wskazówkami portalu Interameryka i uważam, że ten sposób jest najlepszy na krótki wypadku do parku. Polecam tę stronę na jakiekolwiek wycieczki po Stanach, bo jest napakowana dużą porcją praktycznych informacji.

IMG_3885IMG_3897IMG_4156IMG_3935IMG_4078IMG_3918IMG_4041IMG_4068IMG_4048IMG_4055IMG_4058IMG_4075IMG_4126IMG_4141

Dlaczego podróżujesz sama?

IMG_3863

Próba zrobienia ładnego zdjęcia na tle gór, Grand Teton, Wyoming

Kilka dni temu wrzuciłam moje nieudane selfie na fejsbunia i Art zapytał mnie w komentarzu, dlaczego właściwie podróżuje sama. Pytanie dotyczące podróżowania w pojedynkę słyszę chyba najczęściej, więc postanowiłam zawrzeć swoją odpowiedź w tym wpisie i rozbudować temat o inne aspekty tego zagadnienia. Pamiętam, jak kilka lat temu oglądałam wywiad w telewizji z aktorkami, które jeżdżą po świecie w pojedynkę i myślałam sobie, że on muszą udawać, że im się to podoba, bo to po prostu niemożliwe. Rozumiem więc każdego, kto ma takie podejście, ale to jest chyba jedna z tych rzeczy, których trzeba po prostu spróbować, aby się przekonać. Druga sprawa, że albo to kochasz albo nienawidzisz.

telefonusa 205

Ja i grupa golasów. San Francisco, Kalifornia.

Dlaczego podróżuje sama?

To nie jest tak, że podróżowanie w pojedynkę jest moją misją, ostatecznym postanowieniem, którego będę się trzymać za wszelką cenę. Priorytetem jest dla mnie podróż, a dopiero potem, jak i z kim. To już chyba takie uzależnienie, wewnętrzna potrzeba, która każe ci uciszyć głód, niezależnie od tego, w jaki sposób to zrobisz. Dopiero kiedy zaczęłam podróżować zrozumiałam, że naprawdę nie potrzebne ci jest nic oprócz tej ogromnej chęci zrobienia czegoś. Nie jest to prawda objawiona, bo wszyscy wokoło powtarzają “jeśli czegoś bardzo chcesz…”, ale dla mnie to jest coś więcej niż chęć. To jest ten moment, w którym chęć zaczyna być wewnętrznym przymusem. Kiedy nie ma innych opcji, a przynajmniej Ty ich nie widzisz. Albo to zrobisz, albo po tobie. Nie znajduję lepszego porównania jak nałóg. Czy narkoman znajdzie wymówkę, aby nie dać sobie w żyłę? On zrobi wszystko, aby skołować działkę. Czy on się zastanawia: dać sobie w żyłę samemu czy z kimś? Nie, on myśli tylko o tym, jak osiągnąć cel. Ja mam tak samo i myślę, że wiele osób podróżujących zgodzi się ze mną. Dlatego tak męczące są pytania o finansowanie podróży, które słyszy się na chyba każdej podróżniczej prezentacji. Ludzie, patrzcie na nich jak na ćpunów  – zrobią wszystko, aby na te podróże zarobić – a wtedy przestaniecie pytać, skąd wziąć na to pieniądze. Ja miałam do USA jechać z kimś, ale miesiąc przed dowiedziałam się, że ta osoba nie może mi towarzyszyć i mimo, że sytuacja trochę się skomplikowała, ani przez chwilę nie pomyślałam, aby zrezygnować z wyjazdu. To nie jest desperacja, to jest determinacja.

IMG_3421

Maska samochodu jako statyw cz.10, Colorado

Druga sprawa to kwestia osobowości i jeśli chcesz się wybrać w taką podróż, to naprawdę musisz się głęboko zastanowić, czy Ty się do tego nadajesz. To jest motywujące, że inni tego dokonali i pewnie dasz sobie radę, ale czy będziesz w tej podróży szczęśliwy? Są rzeczy, które weryfikują się w trakcie, ale podstawowe sprawy można przeanalizować na miejscu. Ja jestem introwertykiem, a co za tym idzie, dla mnie 3 osoby to już tłum. Kiedyś udawałam, że duże imprezy i posiadanie miliona znajomych to mój żywioł, ale po latach doszłam do wniosku, że lepiej się czuję w mniejszych grupach lub sam na sam z książką. Dla mnie samotność nie jest problemem, a wręcz napędza mnie do tworzenia i uruchamia moją kreatywność. Ja, gdybym pojechała w taką podróż z grupą znajomych, to pewnie skończyłabym w psychiatryku, ale jeśli jesteś ekstrawertykiem i ładujesz swoje baterię, spędzając czas z ludźmi, samotna podróż może być męczarnią. Moim zdaniem przed tak długą wyprawą, trzeba się bardzo dobrze zastanowić nad osobą, z którą się w nią wybiera. Czy jesteś w stanie spędzać z nią 24 godziny na dobę? Czy macie podobny pomysł na zwiedzanie? Ta podróż była dla mnie bardzo osobista i miała być moim alternatywnym życiem w Stanach, gdybym się tam urodziła. Rezygnowałam z niektórych atrakcji turystycznych na rzecz doświadczania codzienności i skupiałam się na swoich osobistych odczuciach. Jeśli ma się tak konkretny plan na dane miejsce, to człowiek nie chce iść na kompromis. Nie po to tu przyjechałam, aby rezygnować ze swoich planów. Samotna podróż daje ci wolność wyboru: drogi, miejsca, aktywności. I znowu jesteś ćpunem – chcesz mnie wszystko dla siebie. Jestem teraz ze znajomymi na Chorwacji i mam przyjemność z tego wyjazdu, ale to jest zupełnie inny rodzaj podróży oraz inny jest też jej czas.

IMG_2066

Samotność a kreatywność. Muzeum Historii Naturalnej, Chicago.

Czy Ty się nie nudzisz sama? Czy nie przeszkadza ci to, że nie masz z kim dzielić pięknego widoku?

IMG_4702

Piękny widok dzielę sama ze sobą, a za nieudane zdjęcie tym razem odpowiedzialny jest przypadkowy przechodzień, Wielki Kanion.

Tak jak wspominałam – wszystko zależy od typu osobowości. Ja zazwyczaj pracuję sama, piszę w samotności, a najlepsze pomysły wpadają mi do głowy właśnie w takich chwilach. Nie przeszkadza mi to, że nie mam się do kogo odezwać przez kilka godzin, a jak już zaczyna, to po prostu gadam do siebie. Nie jestem żadnym odludkiem. Nie lubię poznawać nowych ludzi, to prawda, ale uwielbiam poznawać ciekawych ludzi. I prawda jest taka, że w podróży solo poznaję się tych ludzi mnóstwo. Już to powtarzałam kilka razy przy różnych okazjach, ale to było moje największe odkrycie i zaskoczenie tej wyprawy. Pamiętam, że przed wyjazdem planowałam przeczytać 20 książek i napisać chociaż ze dwie. Starałam się ograniczyć do minimum noclegi w motelach, więc spałam u rodziny, znajomych, znajomych znajomych, couchsurferów, a ci ludzi towarzyszyli mi na co dzień, więc jak się nad tym zastanowię, to mniej czasu spędzałam sama ze sobą niż na co dzień w Polsce. Czasami było tak, że mój gospodarz szedł w dzień do pracy, a ja włóczyłam się sama po mieście, ale wieczory spędzaliśmy razem. Gdy trafiałam do kogoś na weekend, to zazwyczaj ta osoba poświęcała mi cały swój czas. Zdarzało się, że osoba, która odwiedzałam nie pracowała albo miała urlop. Różnie z tym wspólnie spędzonym czasem bywało, ale miałam to szczęście trafiać na tak cudownych ludzi, że zawsze starali się pokazać mi coś ciekawego w okolicy i zapewnić rozrywki. Bardzo często ten piękny widok dzieliłam z tymi osobami, bliższymi i dalszymi. No i przecież mam Was! Po to założyłam tego bloga, aby dzielić się swoimi przeżyciami z innymi ludźmi i często to Wasze słowa ratowały mnie od popadania w czarną dziurę. Dziękuję za towarzystwo!

I te rozmowy… Spotykałam na swojej drodze tak różnych od siebie ludzi: demokratów i republikanów, gejów i homofobów, białych i czarnych, nielegalnych imigrantów i Rdzennych Amerykanów, ateistów, chrześcijan i mormonów, młodych i starych, rodziny i singli, studentów i emerytów. Moim celem było poznanie kraju, w którym się urodziłam od podszewki. Wystarczająco długo moją opinię o nim czerpałam z książek i filmów. Chciałam się dowiedzieć, jakie jest codzienne życie, co oni sądzą na temat polityki, broni, religii. Jak postrzegają swój kraj i co myślą o Europie oraz jakie są ich prywatne historie. Domyślacie się, że zadawanie takich pytań wiążę się z długimi rozmowami i miałam takich interesujących dyskusji w swojej podróży bardzo dużo. Czasami nawet z przypadkowymi ludźmi, poznanymi w autobusie czy na stacji.

IMG_2710

Familijna fota, Nowy Jork

Z Julią - Rosjanką, która studiuje w Stanach. Flagstaff, Arizona.

Z Julią – Rosjanką, która studiuje w Stanach. Flagstaff, Arizona.

IMG_4876

Z Felicite szybko zbliżyłyśmy się do siebie. Kalifornia.

IMG_4935

Lily uczyła mnie surfować. Los Angeles, Kalifornia.

Z Sheilą spędziłam tylko kilka godzin, ale piszemy do siebie cały czas, Idaho Falls

telefonusa 101

Zwiedzanie miasta z Kylee. Denver, Colorado.

IMG_2102

Z kuzynką w Chicago, Ilinois.

IMG_1757

Z ciocią (kuzynką?) w Bushnell, Ilinois.

IMG_5857

Moja BFF w hajskulu.

telefonusa 054

Z Ofelią na imprezie dla dzieci żołnierzy, Texas.

IMG_2806

Wspólne chodzenie z Joavną, Filadelfia.

IMG_3119

Wspólne picie z chłopakami w Savannah.

IMG_4864

Kolekcjonerka kaktusów w Kalifornii.

IMG_2934

Wspólne grillowanie w Północnej Karolinie.

telefonusa 241

Dzielenie się frytkami z Robertem w Los Angeles.

telefonusa 144

Palenie sziszy w Arizonie.

telefonusa 167

Rozmowy o polityce w Kalifornii.

telefonusa 152

Słuchanie dźwięku nowych instrumentów.

IMG_0513

Próbowanie nowego jedzenia w Chicago.

telefonusa 145

Przypadkowy rozmówca, z którym przegadałam kilka godzin.

To tylko część osób, które poznałam w Stanach i to z nimi spędziłam większość swojego czasu. Teraz żałuję, że nie robiłam zdjęć też osobom, z którymi moja droga przecięła się tylko na kilka godzin w jakimś środku lokomocji, ale którzy prawdopodobnie zaczepili mnie tylko dlatego, że byłam sama. Miejsce koło mnie nigdy nie było zajęte dla konkretnej osoby i właśnie to puste siedzenie jest dla mnie takim symbolem samotnego podróżowania. Czasami siedzisz sam, ale zazwyczaj siedzi ktoś obok, tylko te osoby zmieniają się co jakiś czas, a wraz z nimi historie, które opowiadają. Jeśli chcesz wsiąknąć w dane miejsce, jedź sam.

Czy Ty się nie boisz tak sama?

Jasne, że się boję i już się Wam do tego przyznałam, ale nie jest to na tyle silne, aby mnie powstrzymać od podróżowania. Powodów jest kilka, ale głównie dlatego, że nie jest to uczucie, które towarzyszy mi cały czas. Przed wyjazdem hamuje zazwyczaj ten strach irracjonalny, bo przecież nie wiemy jak tam jest i co nas spotka. Czego się boimy? Boimy się tego, że coś się może stać, ale jeśli po przyjeździe w dane miejsce nic złego nas nie spotyka, to ten strach powoli odchodzi. Tak było w moim przypadku. Po przyjeździe do Chicago parę osób mi mówiło o tym, jakie to jest niebezpieczne i dostałam nawet lekkiego ataku paniki, bo do tej kumulacji negatywnych emocji doszło jeszcze ogólne zmęczenie organizmu po przylocie i zmianie czasu. Najbardziej bałam się więc w miejscu, które było teoretycznie najbezpieczniejsze dla mnie. Jeśli nic złego się nie dzieje, człowiek nie jest w stanie być spięty i bać się non stop. Zwyczajnie zapomina o tym, bo dzieje się tyle dobrych i fajnych rzeczy, że pozytywne emocje zaczynają brać górę. Kolejna ważna rzecz to przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Ja bym się nawet pokusiła o stwierdzenie, że w podróży bardziej dbam o siebie niż w Polsce. Nie chodzę sama po nocy, co zdarzało mi się nie raz w Krakowie czy innym polskim mieście. Jestem ostrożna i każdą sytuację analizuję pod kątem bezpieczeństwa, co dzieje się już właściwie automatycznie. Zawsze miałam przy sobie gaz pieprzowy. Przed zwiedzaniem miast w Stanach dowiadywałam się, których dzielnic powinnam unikać. Rezygnowałam z nocowania u samotnych mężczyzn.

IMG_0191

Nie wiem, o co mi chodziło. Sklep z łóżkami, Ilinois.

Dla mnie czynnikiem niwelującym strach było również…zmęczenie. Czasami trafiałam w autobusach na podejrzane towarzystwo, ale byłam tak padnięta, że miałam ich gdzieś. Kiedy utknęłam w nocy na dworcu autobusowym gdzieś w Teksasie, przysiadła się do mnie grupka młodocianych pseudo gangsterów i zaczęła mnie zaczepiać wybrednymi tekstami. Byłam tak padnięta, że ziewałam im w twarz. Po jakimś czasie dali sobie spokój. Wtedy do mnie dotarło, że jedyne co może zrobić samotna kobieta w takim starciu, to zignorować przeciwnika. Na szczęście nie spotkało mnie nic bardzo niebezpiecznego, ale sprawdziłam wiele razy ten trik i jest dobry na tyle, aby odeprzeć głupie czy agresywne zaczepki samców. Ja za każdym razem jak się znajduję w niepewnej sytuacji to albo zaczynam ziewać, albo udaję, że jestem głucha/nie znam języka. Chamskie pyskowanie w takim przypadku nie wchodzi w grę, bo nigdy nie wiesz, na jakiego świra możesz trafić, bycie miłą zostaje odebrane jako zaproszenie do czegoś więcej, a trzęsienie portkami nakręca jeszcze bardziej. Taki pseudo-gangster zakłada, że się będziesz go bała, ale jak go wytrącisz z tego schematu groźny facet-zlękniona dziewczynka, to sam nie będzie wiedział, jak się zachować. No bo co on może powiedzieć do głuchoniemej albo śpiącej? Prosty trik, ale dzięki stosowaniu go przez 3 miesiące uwolniłam się od sytuacji, w których powinnam się bać. To nie znaczy, że nie mogło mi się coś stać, ale strach a zagrożenie to są dwie różne sprawy, bo ja się bałam wiele razy, a nic złego mnie nie spotkało.

Jak macie jeszcze jakieś pytania, to piszcie na swachta.k@gmail.com. Mam otwartą gorącą linię, a ostatnio nawet do mnie Zbigniew Wodecki zagadał. IMG_3708